Paris Cafe

Jakis czas temu pojechalam z dwiema kolezankami z pracy do polskiej kafejki/klubu o nazwie Paris Cafe. Maly pub ze stolikami, kanapami i parkietem do tanca. Przytulne miejsce – mowiac ogolnie. Jednak kiedy przyjrzalam sie wszystkim ludziom, dostalam ‘zalamania nerwowego’. Wiedzialam, ze tutaj w Stanach, to nie tak jak w Polsce, ze ktos ma jakas skromnosc, czy ze czegos sie nie robi itd. Wiedzialam, ze tu nikt nie zwraca wiekszej uwagi na to, co powiedza inni. Kazdy jest wyluzowany. Czasami troche za bardzo…

Dziewczyny mialy bardzo WYRAZNE makijarze, spodniczki ledwo zakrywajace tylek, dlugie kozaki do kolan, dekoldy ‘do pepka’, wyzywajace fryzury, paznokcie w kolorach teczy… Zalamalam sie. Owszem – znalazlo sie tez kilka ubranych po prostu dyskotekowo, w miare skromnie, ze to tak ujme. Ale wiekszosc z nich byla wlasnie takich, jak napisalam. Otwarte na wszelkie propozycje, bezposrednie i na luzie. Z papierosem w reku, czy kieliszkiem wina staly i szczerzyly sie do podrywajacych je facetow.

Faceci. Oni ubiorem sie za bardzo nie wyrozniali, choc widzialam kilku oryginalnie wygladajacych. Panowie z tatuazami, pelnym portfelem, wloskami na zel i zlotym zebem z przodu uderzali do kolejnych, coraz to bardziej nagich panienek. Jeden przypominal mi byla milosc i troche mi cieplo sie zrobilo ;) ale po dluzyszych obserwacjach wydal mi sie bardzo nieciekawy.

Jedno zaszokowalo mnie najbardziej. Dwie dziewczyny, ubrane akurat normalnie – jeansy i jakies koszulki, moze troche odwazniejsze po drinkach, zaczely tanczyc przy rurze… Nie wiem, wyglupialy sie, czy moze chcialy popisac – niewazne. Podszedl do nich facet ok. 40stki i probowal wcisnac im kase. Od razu przestaly tanczyc, odsunely sie od niego i wymachiwaly rekami, ze tego nie chca.

Cala impreza ogolnie nie byla udana, bo bylo bardzo duzo nieciekawych osob i szybko sie wszyscy rozeszli. Przerazilo mnie zachowanie naszych rodakow. Mialam wrazenie, ze wszyscy szpanuja, bo sa w Ameryce, bo maja dolary w kieszeni, bo czuja wolnosc, ktorej w Polsce jeszcze w takim stopniu nie ma. Kolesie pelni dumy, podrywaja laski na jedna noc. One znow – te otwarte na wszystko, odwazne, zakrywajace minimalna czesc ciala ubraniem. I wszyscy wazni, bo sa w Ameryce… Eh. A ja jestem tu poraz 12sty i dla mnie to zadna frajda. 12? Tak, juz 12. Od 10 mialam nie liczyc, ale jeszcze to robie.

I wszyscy mysla, ze sa fajni… Heh. W takim klubie nie da sie spotkac kogos ‘normalnego’, kogos z kim moznaby sie spotkac, zaufac, pogadac. No… chyba, ze jest sie chlopcem wysmarowanym samoopalaczem albo tapetowana, wycackana lala…

Hm. Nie dla mnie takie miejsca do poznawania ludzi.

Posluchajcie – KLIK!