The End of the World… Why not?

Przed chwila doslownie wrocilam z seansu filmu ‘2012’ i jestem pod takim wrazeniem, ze tylko wskoczylam w moja ukochana koszule do spania, do lozka i pisze do Was moi mili, co by mi mysli z glowy uciec mialy…
Po opinii Gosiaka, ktora wrozyla niezbyt ciekawy film, jestem po prostu zachwycona tym, co obejrzalam. Moze dlatego, ze rzadko, bardzo rzadko ogladam tego typu filmy, ale mowie Wam: nie obejrzec go, to grzech nr 1, a nie obejrzec go w KINIE, to grzech ciezki.
I nie dla efektow specjalnych, nie dla lansu, ale dla sensu filmu, dla tych mysli, ktore przychodza do glowy po obejrzeniu go.
Drodzy moi… a moze to wlasnie tak ma byc? Tak ma wygladac koniec swiata…? Koniec, ktorego tak naprawde my, ludzie, nie jestesmy w stanie odwlec, bo nie jest on zalezny od nas! I wszyscy zginiemy, bo potega, jaka jest woda, ogien, wybuchy wulkanow itd., to wszystko zniszczy nas i bedziemy padac jak mrowki…!
Szczerze mowiac, zaczelam sie bac. Jesli zostalo mi 3lata, to… bede musiala zaczac pisac moja ksiazke, znalezc meza i zakochac sie w koncu z wzajemnoscia i tak do szalenstwa, urodzic dzieci, zwiedzic swiat, okrasc bank i kupic dom z basenem i przynajmniej raz sie w nim wykapac, bede musiala pozegnac przyjaciol, Was wszystkich i … podejrzewam, ze nie starczy mi na to wszystko czasu.
Jedyne, co mnie negatywnie rozwalilo, to happy end i niepotrzebne smieszne wstawki! Choc jedna byla dobra, udala im sie.
Nie wiem, co mam jeszcze Wam powiedziec. Idzcie na ten film, nie powinniscie zalowac.
Tyle na dzis.
Dobranoc i dzien dobry i wszystkiego naj z okazji nadchodzacego konca swiata.