Nadrabianie zaleglosci.

Witam po dlugiej przerwie. Zaluje, ze nie mialam czasu, zeby pisac, bo duzo dzialo sie w moim skromnym zyciu. Moze nie kazdego dnia przez te dwa tygodnie, ale jak tak przelece pamiecia po kolejnych dniach, to w sumie ciekawie bylo i rzec mozna, ze nadal jest ;)
Nie wiem, od czego mam zaczac. Podobno najlepiej od poczatku, ale gdzie poczatek?
Mialam bardzo duzo pracy w ciagu ostatnich dwoch tygodni, pracowalam wiecej niz zwykle, a wolne chwile spedzalam u brata. U brata zawsze wesolo, wiec kiedy jestem u niego, to wracam pelna energii do pracy. Odpoczne, posmieje sie, wygadam… Az sie nie chce wracac do mojego pokoju w Bloomingdale ;)
W Kosciele do ktorego chodze, odbywaly sie rekolekcje z ksiedzem Johnem Boshobora, ktory ma dar Ducha Swietego. Przemawia przez niego Jezus, uzdrawia ludzi, a nawet wskrzesza. Niestety mialam okazje byc tylko na jednej z Mszy Swietych z jego udzialem. Byla to ostatnia Msza. W Kosciele spedzilam jakies 6h. Bylam troche wczesniej, wyspowiadalam sie, pomodlilam… Msza trwala jakies 3-4h. Ludzi bylo mnostwo. Bardzo przezylam to spotkanie, poniewaz nie bylo tam zwyklego kazania i nauczania. Ten ksiadz ma tak gleboka moc, ze czulam w srodku, jakby i mnie jakas Moc dotknela. Jakby to Wam zobrazowac… Np. ksiadz kazal dotknac obcego nam czlowieka, ktory stal obok i powtarzac zdanie ‘Jezu, osoba ktorej dotykam potrzebuje Twojego uzdrowienia’ (czy jakos tak) i przez dluzsza chwile wszyscy powtarzali to zdanie, a  ten ksiadz modlil sie w swoj sposob. Innym razem znow kazal nam zamknac oczy i pomyslec o naszych bliskich zmarlych, o tym, ze do nas przychodza i przytulaja nas, usmiechaja sie do nas uspokajajac, ze jest im dobrze w Niebie. Kazal pomyslec o tych, do ktorych mamy zal i wybaczyc im. Po kolei wspominal o przyjaciolach, wrogach, rodzicach, sasiadach itd, a na koniec powiedzial, ze przychodzi teraz do nas Jezus we wlasnej osobie, ze nas dotyka i przytula. Przez te kilka godzin poczulam sie naprawde blisko z Bogiem, z tym wszystkim, z czym czasami bylo tak ciezko sie zmierzyc. Mialam tez to szczescie, ze dostalam blogoslawienstwo od tego ksiedza i dedykacje w Pismie Swietym, ktore specjalnie z tej okazji kupilam. To bylo piekne spotkanie, podczas ktorego wiele razy wzruszylam sie i nadal sie wzruszam przypominajac sobie tamte chwile.
W miedzyczasie robie tez prawo jazdy. Idzie mi calkiem niezle, myslalam, ze bedzie gorzej ;) oczywiscie jeszcze duzo mi brakuje do perfekcji i wiem, ze lata mina zanim bede jezdzic naprawde dobrze. Teraz mysle juz o egzaminie. Moze za tydzien, czy dwa juz do niego przystapie, bo i takk duzo jezdze, a to przeciez kosztuje… i to nie tak malo. Boje sie oczywiscie egzaminu, chociaz wierze, ze zdam :P ale jeszcze bardziej boje sie pierwszych jazd samochodem bez niczyjej obecnosci obok, kiedy juz bede miala swoje auto. Stres mnie zje. Ale nie ja pierwsza i nie ostatnia, wiec nie ma co dumac. Ja zawsze sobie rade dam. Niczym Bob Budowniczy ;)
W czwartek w ubieglym tyg. obchodzilam tez pierwsze w moim amerykanskim zyciu ;) Swieto Dzienkczynienia.Po pracy przyjechal po mnie brat i pojechalismy do niego w celu zjedzenia przygotowanego z okazji tego swieta – indyka. Zasiedlismy z jego dziewczyna przy stole, pieknie ubrani i zabralismy sie za spozywanie ciala upieczonego juz stworzenia. Wpadl tez do nas kolega mojej Zakochanej Pary, wiec milo spedzilismy czas. Piatek mialam wolny, wiec moglam sobie odpoczac, by w weekend pracowac… :P no ale nie bylo tak zle.
W tym tyg. juz mniej pracy mam, ale i tak nie jestem w stanie nadrobic wszystkich listow i kontaktow. Na razie jestem na bierzaco ze wszystkimi blogami, dzieki mojemu Czytnikowi. Jeszcze tylko wyslac kilka maili i juz bede miala spokoj, bo az wyrzuty sumienia mam, ze tak dlugo nie odzywam sie do moich ukochanych Znajomych.
I to chyba tyle na dzis ;>
Pozdrawiam :)