Klienci w “Little Poland”

Tworze ten post juz jakis czas w glowie. Chce Wam opowiedziec o kilku przypadkach ludzi, ktorych spotykam w sklepie, a dokladniej tzw. ‘moich’ klientow. I chocby nie wiem, jak dwuznacznie to brzmialo, to potwierdzam – to sa moi klienci! ;)
A w tle leci soundtrack z mojego ulubionego filmu, ktorego tytulu podawac chyba nie musze…? ;>
Zacznijmy od kob… malzenstw. Kobiet nie mam za wiele, ale juz malzenstwa tak.
Jedno, dosyc mlode obdarzone bejbikiem w brzusiu mamusi. Ostatnio ich nie widuje, wiec podejrzewam, ze nastapilo szczesliwe rozwiazanie i oboje ciesza sie teraz nowym czlonkiem rodziny. Cute [wtraca slownictwo amerykanskie]. Para, z ktora ‘zaprzyjaznilam’ sie poprzez odradzanie kupienia urodzinowej kartki w polskim wydaniu. No bo jak to mozna byc w Ameryce i kupowac i wysylac polskie kartki okazyjne do naszego kraju? Gdzie frajda dla adresata? Nie ma. Zawieruszy sie miedzy innymi kartami. Maz skomentowal moje odradzanie tak ‘dobra eskpedientka, odradza klientom zakupy u siebie’. I od tamtej pory, jak do nas przychodza, to znacznie sie do mnie usmiechaja, a ja zawsze obslugujac ich podaje to, co najlepsze… ;)
Kolejna para, to panstwo po 40stce. Uslyszalam raz od nich, ze specjalnie na mnie czekali, zebym ich obsluzyla. Milo z ich strony. Chocby nawet klamali, to milo, ze ktos przychodzi po zakupy i specjalnie czeka na mnie. Podbudowuje sie czlowiek przy okazji. Im tez zawsze daje to, co najlepsze, porozmawiam, pieknie spakuje zakupy, obdaruje usmiechem i zyczliwie pozegnam. Podejrzwam tez, ze polubili mnie bardziej, bo spotkalismy sie w jednym Kosciele ;> a jak ktos tu chodzi do Kosciola, to juz ma plusa. Tak zauwazylam, ze inaczej na niego patrza.
Ostatnie (chyba, ze o ktoryms zapomnialam) malzenstwo to tacy ludzie miedzy 30, a 40 rokiem zycia. Pani, choc nie wiem, jak ma na imie tak bardzo mnie lubi, ze tez potrafi specjalnie na mnie czekac, usmiecha sie do mnie bardzo, a na swieta i Nowy Rok musialam wyjsc zza lady, zeby mogla mnie usciskac ;) milo, nie powiem, ale milo sie na sercu robi. Kiedys bedac z mezem przy kasie, kiedy sobie zartowalismy powiedziala do meza ‘chodz Kochanie, zaadoptujemy pania, jest taka fajna’. No… adopcji to mi jeszcze nikt nie proponowal, wiec splonelam cegla czerwona i pozegnalam panstwa usmiechem szerokim. A pan przychodzi do nas srednio raz/dwa w tyg. i zawsze kupuje szynke ‘Krakus’, a jeszcze niedawno byla to szynka ‘Tyrolska’, ktora widocznie juz mu sie znudzila. Nie czeka na mnie specjalnie, ale jak do niego podbiegam, to rowniez usmiecha sie porozumiewawczo ;)
Moi osobisci mezczyzni przebijaja malzenstwa przychodzace do sklepu. Jest ich kilku, przewaga tych miedzy 50tka, a 60tka. Ubaw mam niesamowity, jak przychodza. Jeden ma swoja ksywke, o ktorej oczywiscie nie wie, ale jak wchodzi do sklepu, to wlacza mi sie lampka ‘Maruda’. Pan Maruda kupuje ulubione kielbaski, ktore robi na goraco, ktore zwa sie ‘pyszne’. On rowniez chodzi miedzy polkami i obserwuje, kiedy jestem wolna. I znow milo na sercu sie robi! Och, jakze milo… Pamietam, jak mnie kiedys przy dziewczynach wychwalil… az glupio. I nie to, zebym sie tym podniecala, oj no no no…Po prostu on za duzo czasem mowi, stanowczo. A ostatnim razem, kiedy przyszlam do pracy, a on akurat juz wychodzil, to powiedzial ‘o, moja pani przyszla. To nic, jutro przyjde po kielbaski.’ ;)
Fotograf. Och, przeprzystojny przed 40stka czlowiek. Ma trojke dzieci w tym bliznieta. A przychodzi do nas najczesciej po parowki ‘dla dzieci’ i ‘Twoj Styl’ dla zony. Jak wchodzi do sklepu, to od razu mam lepszy humor. Uwielbiam z nim rozmawiac. Zawsze jest o czym. No i oczywiscie zartowac ;> nie moge z dziewczynami, to chociaz  z klientami ;) Robi bardzo ladne zdjecia dzieciom, a wiec teraz reklama jego strony :P —> KLIK
Nastepny jest pan, ktory akurat rzadko bywa, ale jak juz bywa, to zawsze do mnie zagaduje. Pamietam, jak go pierwszy raz obslugiwalam przy kasie, to tak mi w oczy zagladal… lol. Az glupio. Pozniej skomentowal je zapytaniem, dlaczego sa takie niebieskie ;) no co ja poradze? Bog mnie takimi obdarzyl. A przychodzi po swieze buleczki. W sumie to sympatyczny.
Kolejny, taki wysoki facet. Pamietam go z poczatkow w sklepie. Zagadywal, mily byl. Teraz do nas wrocil, co tez z nim przedyskutowalam. On rowniez uwielbia mi w oczy zagladac oraz draznic sie ze mna, ze na pewno ‘cyganie’ i nie daje mu najlepszego towaru. No ale, ‘czy te oczy mogla klamac…?’ ;)
A pamietacie tego, co mi Depp’a przypominal? Znalazlam go ostatnio na naszej klasie ;P ale nie wie, ze go podgladalam ;) przestal do nas przychodzic, jak mu powiedzialam, kogo mi przypomna. A jeszcze zanim to sie stalo, to okazalo sie, ze ma syna :P Dziekuje bardzo ;)
Przyszedl tez ostatnio taki jeden z glosem orgazmowym, ze tak to nazwe. No tak zaciagal sobie, tak… och. Mialam wate w kolanach. Jako ze mi przez ten glos podpasowal, to z nim poflirtowalam o szynce i serze kuszac do sprobowania naszych produktow i kupienia ich na moja odpowiedzialnosc ;) dobrze mi szlo i podejrzewam, ze jeszcze nie raz do nas zajrzy.
Piszac podsumowanie przypomnialo mi sie, ze jeszcze jest dwoch. Facetow oczywiscie.
Pan Marek, ktory ma delikatna wade wymowy, za co go lubie ;) i jest jakis taki speszony wiecznie. Albo mi sie po prostu wydaje i on mnie normalnie olewa! Zartowalam sobie z nim o jego narzeczonej i przyszlym slubie, podpytywalam i w ogole, ale jakis taki niesmialy i duzo mowic nie chcial. Jednak zawsze obdarowuje mnie usmiechem, jak widzi, ze juz zmierzam w jego kierunku ;)
I ostatni chyba juz pan, ktory tez lubi na mnie czekac, bo wie, ze dam mu to, co najlepsze w sklepie ;) ktory natomiast tak nieco powaznie ze mna rozmawia, np. o polskich serialach na ipla.tv, czy nowym plaszczu, ktory kupil na swietnej przecenie ;) bardzo mily jest.
Oto ogolny zarys moich klientow, ludzi przeroznych, ktorzy do nas przychodza, ktorzy sa obcy, a potrafia dac tyle radosci :) jak mam dobry nastroj, to jeszcze lepiej mi wychodzi obslugiwanie ich i zarty. Kocham to uczucie swobodnosci, bo tylko przy nich moge sobie pozwolic na takie zachowanie. Innych traktuje powaznie, normalnie ;) Kilka razy zdarzylo mi sie uslyszec ‘dziekuje za mila obsluge’ – budujace, nie powiem… :) Albo szczere slowa, ktore powiedzieli raz i wiecej nie przyszli. Ludzie z chorobami, z problemami, jedna pani… ooo… wlasnie o niej zapomnialam! Jak ja moglam… Jednak jest kobieta jedna. Taka babcia starsza, po 60stce. Miala bialaczke, ale jest po przeszczepie szpiku. Przychodzi do mnie po pieczonego indyka i czasami pyta o wolne kartony, bo wysyla paczki do Polski. Lubie ja :) taka spokojna kobieta.Ci ludzie, choc obcy potrafia czesto podniesc Cie na duchu, jakos zagadac, czy rozweselic. Nie wiem, co ja bym bez nich zrobila… ;)
A teraz tak mysle… Kogo obchodza moi klienci ze sklepu? No kogo? :P
Pozdrawiam serdecznie Panstwa moich drogich Czytelnikow :*