“Przemyślenia wieczorne zawsze są do dupy. 
Albo usychasz z tęsknoty albo marudzisz bez sensu…”

Jedyne, co mnie doprowadza do euforii radosci, to wyzyta w Polsce. Bylam dzis w Kosciele i wyobrazalam sobie, jak to bedzie, kiedy pojde na msze do mojego Kosciola, gdzie zobacze sie z ksiezmi, ktorzy zareaguja usmiechem. Czuje, ze chyba bede plakac z radosci, ze choc na chwile moge tam wpasc, do mojego malego, pelnego plotek miasteczka. I juz slysze “ooo! corka tej malej, czarnej pielegniarki przyleciala…! a to sie pani Tereska cieszy teraz!” albo “no Magda… widac, ze dobrze ci sie tam zyje w tej Ameryce” (w miedzyczasie osoba ta lapie mnie za powiekszone policzki), widze jak upijamy sie z Agata winem ze szczescia, spotkania z M&M&M tez pewnie przewspaniale, sesja zdjeciowa z Pablo, spotkanie z Ewcia i Marlenka, z Justys, ktora mieszka po drugiej stronie ulicy, z Oluta na krawezniku., spacery z mamuska…Czuje w zoladku niesamowity scisk, szczescie, radosc – brak slow. A pozostalo juz zaledwie… 46 dni. Jednak mimo wszystko:
“Przemyślenia wieczorne zawsze są do dupy. 
Albo usychasz z tęsknoty albo marudzisz bez sensu…”