Za miesiac o tej porze…

… bede wylegiwac sie w swoim polskim lozeczku, jesc polskie jedzonko, spotykac sie ze znajomymi, odpoczywac, smiac sie, szalec, bawic sie… taaak. Urlop coraz blizej ;) Jeszcze 3 tygodnie, a dokladnie 25dni. Do tego czasu musze jeszcze kupic kilka rzeczy, w tym dodatkowa walizke. Chce wziac pare rzeczy z Polski ze soba, ktore zapewne mi sie tu przydadza. 
Moje emocje w zwiazku z wyjazdem opadly, poki co. Po prostu lece. Owszem – nie moge sie doczekac, ale juz tak na spokojnie. Odliczam dni, widze juz powitanie na lotnisku itp. Ciekawi mnie, czy znajomi zaobserwuja jakies zmiany we mnie, a ja w nich. I jakie to beda zmiany… Hmm… 8 miesiecy to spory czas. Oni na studiach, ja za granica, odpowiedzialna sama za siebie, niezalezna. To bedzie naprawde ciekawe spotkanie… ;)
A tak w ogole, to brak mi weny. Smutno mi z tego powodu, jesli mozna to tak ujac, bo tak duzo kiedys pisalam, mialam o czym, a teraz…? Ostanio kolezanka mnie sie pyta, gdzie sa wywody w stylu tego, dzieki ktoremu dostalam sie na strone gazety. Skad mam wiedziec? A o czym tu pisac? Praca, praca, praca… Nic sie nie dzieje w moim zyciu. Nie moge sie doczekac, kiedy tu wroce i zaczne szkole, dokoncze prawo jazdy, kupie samochod. Juz mam dosc ciaglego siedzenia przed komputerem, zbierania plonow na FarmVille, czy po prostu chodzenia wczesniej spac z nudow. Fakt, ze czytam ostatnio ksiazke (Diabel ubiera sie u Prady), ale i tak mam juz ochote poczuc obowiazek nauki, jakies prace domowe, uczyc sie czegos… brzmi smiesznie, ale tesknie do tego ;) ale juz niedlugo, w ciagu kilku miesiecy wszystko sie zmieni. Powolutku… i do celu.
Ale jakby nie bylo:
JEST DOBRZE I NIE MA NA CO NARZEKAC. 
Pozdrawiam.
A zaleglosci powoli nadrabiam i powoli staram sie znow byc na bierzaco u Was :*