Zdrowy Tryb Zycia!

Witam Wszystkich!
Jako, ze moj blog nie ma konkretnej tematyki, jest o wszystkim, co przyjdzie mi do glowy, czym chcialabym sie z Wami podzielic i co uwazam, jest warte Waszej uwagi, to dzisiaj chce sie z Wami podzielic moim nowym sposobem na zdrowy tryb zycia.
Od dlugiego czasu juz tak ogolnie nie jem za bialego pieczywa, czy ziemniakow, bo jakos tak naturalnie odeszlam od polskich kanapek, czy obiadow (nie ma kto gotowac ;)). I probowalam w jakis sposob zmienic jeszcze bardziej moj jadlospis. Nienawidze diet! Nie mam nad soba kontroli i nie umiem zmusic sie do jedzenia porcji dla kotka. Stad tez moje zmiany w odzywianiu, ale stopniowe, bez katowania orgnizmu, tak zeby bylo przyjemnie. Oczywiscie wydawalo mi sie, ze skoro nie jem wlasnie chleba, makaronow, czy ziemniakow to jakos troszke schudne… A tu psikus – dupa rosnie. Oczywiscie moim uzaleznieniem jest co? CUKIER! Ach te polskie slodycze! Ach te amerykanskie cukierki! A paczki jakie dobre! Nie ma to jak tabliczka czekolady w ciagu 15min. No ale ja sie przeciez zdrowo odzywiam ;)
Kiedy poznalam mojego chlopaka, ktory jest zywym przykladem na to, ze mozna schudnac z DUZYCH rozmiarow do normalnych i wygladac ladnie to troche mocniej sie zmotywowalam, zeby odstawic slodkosci. Oczywiscie, gdybym sluchala go od poczatku i jadla wg jego zalecen, to na pewno nie musialabym dzis denerwowac sie swoim widokiem w lustrze. A mamy polowe lata! Wrocmy do tematu. Zmienilam juz bardziej moj sposob odzywiania – wiecej ryzu, chudego miesa, warzywa… Ale jednak przyjaciel Cukier nadal mieszkal w moim mieszkaniu czy glosno do mnie krzyczal z polek w sklepie. Czasami ukrywalam opakowania po slodkosciach, zeby Rafal nie zwatpil w moja motywacje. Ale po pewnym czasie zauwazylam, ze mimo ze lepiej jem, to i tak nie ma zadnych efektow. Wzielam sie wiec za to ostrzej i pozbylam sie slodyczy z domu (zjadajac je oczywiscie z mysla “ostatni raz!”). 
Trzymam sie w tym do teraz. Nie mam w domu slodyczy. Kusze sie jeszcze na nie ale wybieram raczej jakies delikatne ciasteczka (niby przeznaczone dla osob na diecie), a nie jak kiedys czekolady i dwa tysiace kalorii w ciagu pol godziny. Trwa to okolo miesiaca. 
Co zauwazylam? Jestem lzejsza! Czuje sie o wiele lepiej, moj brzuch nie jest juz wzdety i… coraz rzadziej siegam po slodycze. 
Do tego wszystkiego dolozylam jeszcze ruch. 
Zbieralam sie do cwiczen Chodakowskiej (YouTube, Facebook) od miesiecy… Obiecalam sobie wszystkie poniedzialki, ze zaczne. Pozniej, ze jak skoncze szkole i zaczna sie wakacje… Ale srednio mi to wychodzilo (czyt. wcale nie wychodzilo). 
Moj chlopak jest wkrecony w silownie maksymalnie. Czasami mialam mu za zle, ze wybiera silownie zamiast spotkanie ze mna i nie rozumialam, dlaczego czasem nie moze odpuscic. Zrozumialam to, kiedy sama zapisalam sie na silownie i staram sie chodzic przynajmniej 3 razy w tygodniu. Pewnego dnia spotkalam w metrze kolezanke, ktora wlasnie tez niedawno zaczela chodzic na silownie, wiec tak naprawde od tego sie zaczelo, bo poszlam tam z nia. To byl piatek, 6 czerwca. Na poczatku chodzilam 2-3 razy w togodniu, czasem z Magda, czasem sama. Jakos specjalnie nie szalalam, choc miesnie delikatnie mnie bolaly. Nie mialam motywacji, jakos wszystko mnie zniechecalo. A najbardziej jak Rafal pytal, czy bylam na silowni. Bylam zla na siebie, ze nie umiem sie zebrac i regularnie chodzic. 
Ale w tamtym tygodniu nastapil przelom! Jakby jakas sila we mnie wstapila. Chodze regularnie i daje z siebie wszystko! Zgodnie z Chodakowska “Twoje cialo moze wiecej niz myslisz” oraz mottem mojego chlopaka “Bol jest tylko tymczasowy & pot to lzy tluszczu” – poce sie i przebieram nogami jak tylko moge.
Na silowni robie cardio 45min. i jesli mam sile to jeszcze cwicze na maszynach z ciezarami. Moj cel na razie to pozbycie sie zbednych kilogramow, wiec nie skupiam sie za bardzo na budowie miesni. Zajme sie tym pozniej. Zatem za kazdym razem podnosze sobie poprzeczke i zwiekszam poziom trudnosci. Schodzac z maszyny czuje sie bosko ;) i dzwonie za kazdym razem do Rafala, zeby pochwalic mu sie moja sila. On oczywiscie wspaniale potrafi mnie zmotywowac. Ostatnio nawet poszlismy na jego silownie i zrobilismy razem trening. Rzecz przyjemna i motywujaca. W tym tygodniu tez dalam czadu, a w piatek bedzie juz moj czwarty raz i znow z Rafalem. 
Widze delikatne efekty na moim ciele. Nie jest to znaczna roznica, ale jak sie ubieram to jakby ten centymetr mniej. Nie duzo, ale daje motywacje na wiecej. Potrafie juz wyobrazic sobie siebie taka szczupla i patrzaca na siebie z duma w lustro ;). Moze kiedys bede mogla pochwalic sie Wam moja piekna figura, ale to dopiero wtedy jak moje uda przestana sie do siebie przytulac, czyli za kilka miesiecy… :P
Nadal jem zdrowo, dolozylam rybe, kocham ryz Basmati, warzywa na parze (swieze lub mrozone) i duzo wody. Kawa przed kazdym treningiem, wiecej posilkow, mniejsze porcje, zero bialego pieczywa, czy wedliny, makaron, ziemniaczki jak juz to pieczone, ale tez moze raz w miesiacu sie u mnie zdarzaja. Na sniadnie platki owsiane. Wczesniej je meczylam dodajac zurawiny czy cynamonu, a teraz wrzucam je do blendera, dodaje troche roslinnego mleka, jogurt grecki (kokosowy 2% tluszczu), owoce i robie taki napoj (lekko gesty) – niebo! A co do slodyczy… to tak jak mowilam: czekolady u mnie nie ma, jesli juz to jakies ciasteczka np. Belvita. I raz na dwa tygodnie zjem paczka jesli sie nie powstrzymam. I czasami na weekendzie jemy z Rafalem chipsy, ale tez takie ktore sa w miare zdrowe.
Teraz oczywiscie rozumiem Rafala, kiedy nie mogl odpuscic treningu, bo ja tez nie lubie z niego rezygnowac. Wiem, ze trzeba byc systematycznym, a na pewno minimum 3-4 razy w tygodniu. Nie chcac zaprzepascic tych minimalnych efektow – trzymam sie tej reguly i patrzac na slodycze w sklepie mysle sobie, ile potu wylalam i przechodze obojetnie. 
Chce Wam na koniec jeszcze powiedziec, ze dzieki dbaniu o siebie (mam na mysli rowniez sprawy z poprzedniego postu, czyli moje domowe spa, zdrowe odzywianie i ruch) czuje sie o wiele lepiej we wlasnym ciele. Nigdy nie bylam jakos przesadnie gruba, ale tez mega zgrabna laska ;) ale odkad moje postanowienia wprowadzilam w zycie, polepszyla sie moja samoocena. Nie bylam nigdy jakos zdolowna soba, nie nie, ale naprawde czuje sie piekna, zdrowa i pewna siebie. Wiem, czego chce w zyciu i do tego daze. Dodatkowo w koncu o siebie dbam i wiem, ze mozna wszystko. Ciezko bylo sie zebrac, zawsze miliony wymowek, ale mozna. Trzeba tylko zacisnac zeby (jak ktos kiedys mi powiedzial) i pchac do przodu.
Jak dlugo wytrzymam to nie wiem, wiadomo, ze czlowiek ma swoje gorsze chwile, ale dopoki mam sile to sie nie poddaje. Chce – chce wygladac i czuc sie pieknie :)
A jak wyglada Wasz tryb zycia? Tkwicie w postanowieniach, jak ja miesiac temu, a moze tez zdrowo sie odzywiacie, jednak cukier Was nie opuszcza? Podzielcie sie ze mna :)
Milego weekendu,
M.