Na tapczanie siedzi leń…

Jestem rozleniwiona i z tego powodu bardzo na siebie zła. Chciałabym wykorzystywać mój czas wolny naprawdę owocnie, ale nie potrafię się zebrać. Nawet nie mam na co zwalić mojego lenistwa i braku organizacji. 
Muszę przyznać, ze kiedy byłam w ostatnim semestrze przed zakończeniem uczelni, nie miałam na nic czasu i marzyłam o lżejszym rozkładzie tygodnia, a każdą wolną chwilę przeznaczałam na sen. Dochodzę do wniosku, że chyba wolę mieć bardziej napięty grafik, bo wtedy lepiej potrafię się zorganizować. 
Czy tylko ja tak mam?
A może to przesilenie i pogoda?
Chodziłam przez wakacje na siłownie, zdrowo się odżywiałam, wróciłam do blogowania, poprawiłam swoje umiejętności w makijażu, czytałam książki dla przyjemności… 
A teraz? Teraz pracuję 37 godzin tygodniowo (w tym 20 godzin w weekend), a na uczelni jestem 3 razy w tygodniu (w sumie 11.5 godzin). Jedynym dniem, kiedy wracam później do domu jest wtorek, bo mam 3 przedmioty pod rząd z przerwami po 10 minut do 20:30 i w domu jestem po 21. Acha, przepraszam, w sobotę jestem w domu też około 21 po 12stu godzinach pracy. Zatem w te dwa dni nie zajmuję się niczym oprócz odpoczynkiem i widzeniem się z R. 
W kolejne dni mam więcej wolnego czasu i czasami mimo wszystko nie potrafię przeczytać wszystkiego, co wymaga profesor na jakimś przedmiocie. Czasami wynika to z zajmowania się tym, co nie trzeba (czyt. czytaniem blogów, oglądaniem makijaży na YT itp) lub z braku energii i ochoty., co oczywiście nie oznacza, że zawalam moje przedmioty! O nie! :)
A gdybym tak potrafiła spiąć swoją D…Pupę! I zaplanować sobie każdy dzień… 
Kupiłam nawet kalendarz, duży, przejrzysty, i powiesiłam go nad biurkiem właśnie w celu lepszej organizacji. I co? Owszem, zapisuje w nim ważniejsze wydarzenia, o których lepiej nie zapomnieć, ale czy aż tak się zorganizowałam? NIE. 
Nawet mogłabym na godzinę wskoczyć na siłownię jakbym się uparła. Ba! Siłownię mam na uczelni za darmo :] ale… OD PONIEDZIAŁKU!
Kalendarz ścienny, kalendarz do torebki/plecaka (czerwony) i pamiętnik.
I te mądre sentencje ;)
Od jutra, od poniedziału, od października… 
Oczywiście to nie jest tak, że totalny rozgardiasz mam w swoim życiu, ależ nie! Wiem tylko, ze mogłabym więcej! Skoro inni mogą to ja też! Ale… nie. Od jutra! 
Ach, te magiczne Jutro.
***
Właśnie! Miałam Wam powiedzieć o mniej przyjemnych wydarzeniach z mojego życia ostatnio. Otóż, na przedmiocie Literatura i Film: Gotyk, oprócz czytania rożnych książek z tej epoki, wymagają oglądać filmy nawiązujące do tematyki. Wybierając ten przedmiot nie zwróciłam uwagi na epokę. Podjarałam się raczej tym, że może być interesujący.
Najpierw na zajęciach profesor odtworzył nam film “Freaks“, który mnie zszokował, że w 1932 roku robili takie dziwaczne filmy, a kolejnym do obejrzenia (na własną rękę) był film “Egzorcysta”. Myślę, że nie ma potrzeby odsyłania Was do zwiastunu filmu, bo każdy raczej wie o co chodzi. Oglądałam go w towarzystwie R., bo sama nawet nie miałam zmiaru się za to zabierać. Tylko dlatego, ze R. zasypiał, wyłączyłam film 15 minut przed końcem.
Nigdy nie lubiłam horrorów, ale z tego powodu, że wierzę w moce nadprzyrodzone i złe duchy, ten horror był dla mnie drastyczny. A jak się później okazało, musiałam jeszcze przeczytać jakiś artykuł go dotyczący. 
Pomijam fakt, że po filmie nie mogłam zasnąć.
Do tej pory mam w głowie obraz głównej bohaterki.
“Nie róbcie tego w domu”! 
***
A tak z pozytywnej strony.
Zawzięcie, ukradkiem, w metrze, przed snem, czasem idąc lub w autobusie, śledzę Państwa Grey. Już jestem w trzeciej części. A w lutym film! Nie mogę się doczekać :)
Państwo Grey zakochani po uszy pozwalają oderwać się od rzeczywistości.
***
Na koniec mój kot, oczywiście :]
Jemu to dobrze :)
Pozdrawiam Was serdecznie,
rozleniowiona i wystraszona Owca.