Owca łamie zasady!

Miało być “Back to school/ college”, miał być “Projekt Denko #1”, co miało być a nie jest, nie pisze się w rejestr… ;) więc dziś trochę prywaty i rozkmina.
Wczoraj miałam zły dzień. A dlaczego? Zacznijmy od tego, że 28 sierpnia wróciłam na studia. Tak, w Stanach rok szkolny zaczyna się nieco wcześniej. Co oznacza, ze również się wcześniej kończy :) Zatem nie mialam jeszcze poniedziałkowych zajęć, gdyż w ostatni poniedziałek było Święto Pracy i moja uczelnia była zamknięta. Wczoraj miałam pierwszy raz poniedziałkowe zajęcia i dlatego właśnie byłam załamana, bo pani profesor z mojego przedmiotu ma bardzo wysokie wymagania, które stanowczo przekraczają moje możliwości językowe… Zatem płakałam w telefon Rafałowi, że nie dam rady. Po męsku mnie pocieszył, ale i tak najlepiej zadziałał sen – rano wstałam w lepszym nastroju.
Niedawno wróciłam z zajęć (tak około 21:30, ale nie później). Po drodze zaszłam do sklepu po jakieś jedzenie i wychodząć przeszła mi myśl przez głowę, jak bardzo życie jest piękne! ;) Cóż za zmiana nastroju, prawda? :P
Mieszkam sobie w NYC, studiuję za państwowe pieniądze, pracuję, nie jestem od nikogo zależna i… czasami płaczę :P 
Wiecie co, naprawdę nie jest łatwo to wszystko pogodzić, ale jak się chce, to można. Ja już tak walczę z tą Ameryką (Ameryka jest dla byka!) od pięciu lat i czterech miesięcy. Z pomocą rodziny i znajomych na początku, a teraz już zupełnie sama – idę przez życie… Mam swoje cele, postanowienia… Jedyne, czego jeszcze nie umiem, to zorganizować sobie dobrze czasu, zeby wszystko zrobić i jeszcze się wyspać ;) ale muszę po prostu zacząć nad tym pracować, a nie gadać :P
Jestem zdrowa, mam dwie prace, kochanego chłopaka, szkołę za darmo – no czego chcieć więcej? A jednak! Mam te chwile, kiedy nie doceniam wszystkiego i bidolę… Ale nigdy nie pożałowałam decyzji pozostania w tym kraju. I mam nadzieję, że nigdy nie pożałuję. Mam nadzieję, że spełnią się moje marzenia.
Czasami sobie myślę o tych, co mają gorzej niż ja. Ale jakoś specjalnie to mnie nie pociesza, bo ja chcę tylko mieć lepiej! Kto by nie chciał, co no? ;)
A Wy, lubicie swoje życie?
*********
Odnośnie tytułu.
Odkąd pamiętam kochałam jeść, ale…nienawidziłam gotować. Było to dla mnie jak kara i na szczęście nie musiałam nigdy tego robić, a jak mama chciała mi coś w kuchni pokazywać, to zawsze znalazłam milion wymówek ;) Nie udało się jej mnie zarazić. Chociaż sama nie przepada za gotowaniem. Postanowiłam sobie, ze mój facet będzie musiał umieć gotować, bo ja na pewno nie będę!
Ale wszystko się zmienia! W co ja osobiście nie mogę uwierzyć. 
Odkąd jestem z Rafałem, który jest wyznawcą Zdrowego Trybu Życia (siłownia+zdrowe odżywianie), nauczyłam się przy nim, że można szybko i zdrowo coś ugotować i nie napracować się przy tym ani korzystać z żadnych dziwnych przepisów. Prosto, smacznie i zdrowo. On może nie jest pasjonatem, ale potrafi zrobic pyszny i zdrowy obiadek. I często mi gotuje :D 
I dziś właśnie był ten kolejny raz, kiedy ugotowałam coś zdrowego i dobrego. Zjadłam i stwierdziłam, że pyszne. Na kolacje dokładka i wiecie co? Chyba nie mogę już więcej powiedzieć,  że nie lubię gotować! Uwaga Mamo: CHYBA ZACZYNAM LUBIĆ GOTOWANIE!
Wstyd się przyznać i teraz wszem i wobec przepraszam Gotowanie i chylę nisko czoła, bo… zaczynam lubić. Nie że teraz nagle będę mistrzynią w kuchni ;) ale czerpię z tego przyjemność.
Pokażę Wam moją dzisiejszą potrawę. Nie jest to nic nadzwyczajnego. Zajrzałam do lodówki i po analizie co mam, wymyśliłam moje danie.
Składniki:
– dwie piersi drobiowe (u nas od razu są pokrojone w plastry na kotlety, więc nie wiem, czy tam były dwie, ale na pewno nie mniej)
– dwie papryki: żółta i czerwona
– ryż Basmati (mój ulubieniec) z polskiego sklepu :D
Ryż ugotowałam, paprykę pokroiłam w kostkę i usmażyłam na oliwie z oliwek w sprayu, kurczaka obsypałam przyprawą “Lemon & Pepper”, czyli cytryna z pieprzem i pokroiłam w takie małe kwadraty i uzmażylam. Nie wiem, czy taką przyprawę znajdziecie w Polsce, ale może to być rownież sam pieprz i sól, czy colowiek co lubicie. Jak wszystko było gotowe to wrzuciłam na głęboką patelnię i dodałam do smaku sos sojowy. 
Zazwyczaj staram się mięso piec albo wrzucać na domowy grill (zdrowsza metoda), ale dziś nie miałam czasu na grillowanie, więc była patelnia. 
Nie wiedziałam co z tego wyjdzie i byłam w szoku jak spróbowałam ;) Nie jest jednak ze mną tak źle! :) 
Stąd złamane zasady: koniec nienawidzenia gotowania!
Chcecie więcej moich zdrowych posiłków? :)
Ściskam,
Owca.