Intuicyjne przeczucia z przeszłości.

Większość z Was
mnie nie zna, ale są jednostki, które wiedzą, że prowadziłam bloga od 16-tego roku życia, a później niestety przestałam. Mój stary blog na Onecie
jeszcze istnieje. Dziś do niego wróciłam. Przeglądałam posty i trafiłam na
coś, co sprawiło, że kopara mi opadła. 
Przeczytajcie sami fragment mojego
wpisu:
7/7/2009, Polska, dzień przed wylotem do USA
W czwartek
były u mnie dziewczyny. Nie, nie będzie opowieści. Chodzi o pożegnanie.
Rozpłakałam się, kiedy rano ściskałyśmy się wszystkie i wspominałyśmy miniony
dzień. Powtarzały, żebym wróciła ze Stanów, do nich, do domu, do Polski. Bardzo
chcę wrócić, ale czy tak się stanie?
(…)
Wiecie co?
Jak nigdy, tak
teraz mam wrażenie, że wyjeżdżam na bardzo długo. Może nawet na zawsze.
Czuję
taką pustkę, ja już tęsknię. Bo gdzie ja znajdę takich ludzi jak teraz mam? No
gdzie? Ach jej.
Niby mogę
przecież wrócić, na studia się dostanę raczej, mam z kim i gdzie mieszkać w
Białymstoku. Ale czy tutaj jestem w stanie spełnić swoje marzenia? Rudosława
kiedyś powiedziała, że oprócz celu, trzeba widzieć drogę. Gdzie widzę drogę do
mojego domu z basenem? Tylko w NY. Tutaj się tego nie dorobię za nic w świecie.

Ale czy warto poświęcać wszystko dla marzeń? Sama już nie wiem…
Bardzo mi smutno
dziś i ciężko. Wiem, że pierwszego wieczoru po przylocie będę miała depresję.
Zawsze tak mam – strasznie tęsknię i płaczę, bo dociera do mnie, jak daleko
jestem od domu. I tak właśnie będzie i teraz…
Pamiętacie mój
ostatni wpis o mojej historii, jak to się stało, że jest jak jest? Gdybałam
sobie, a dziś znalazłam odpowiedź na swoje pytanie! Już wtedy, jak wyjeżdżałam, w lipcu 2009, czułam, że tu zostanę! Ba! Mało tego! Mówiłam o karierze w Nowym
Jorku!
Zapomnialam Wam
tam dodać w tamtym wpisie, że przez pierwsze kilka tygodni byłam w NY,
odwiedzić tatę, ale później przeniosłam się do Chicago, tam zostałam i jednak
moje losy potoczyły się tak, że znów jestem w NY. Już wtedy, 7 lipca 2009, widziałam siebie w Nowym Jorku, że tutaj spełnię marzenia! I gdzie jestem
dzisiaj?!
To niesamowite.
Zapomniałam o moim wpisie, zapomniałam o moich rozmyślaniach.
Czuję jakbym
odkryła jakąś tajemnicę.
Zawsze wierzyłam
w przeznaczenie i dziś moja wiara została potwierdzona.
Jestem tu, gdzie
miałam być.
A czy będzie ten dom z basenem, to czas pokaże :) 
Może jednak warto dalej w niego wierzyć?