PMS/ ZNP – comiesięczna kuracja emocjonalna.

Hej, Dziewczyny moje :)
Wybaczcie długą nieobecność i niespełnioną obietnicę relacji z koncertu Bednarka w NYC, ale szkoła mnie dobiła. Teraz miałam najgorszy okres, tak zwane egzaminy półmetkowe i do tego inne rzeczy do zrobienia, wiec wymiękłam i nie napisałam nic… I z tego powodu jest mi bardzo przykro, ale mam nadzieję, że wybaczycie.
Dziś przychodzę z tematem znanym nam, kobietom, najlepiej na świecie. Chociaz faceci muszą też w pewien sposób przez to przechodzić. Chociaż są i tacy, którzy pewnie nie widzą różnicy w zachowaniu ich Piękniejszej połowy.
Oh! Jakże dobrze znany nam PMS! Czyli Zespół Napięcia Przedmiesiączkowego. Własnie go przechodzę i w momencie kiedy wyzwalają się moje emocje, nie myslę o tym, że wyolbrzymiam. Myśle o tym, jak juz coś zrobię albo powiem. 
Ja ogólnie jestem bardzo emocjonalna i wrażliwa. Już trochę wydoroślałam, ale i tak potrafię przeżywać czasami zupełnie niepotrzebne sprawy… Ale taka jestem. Zimnej Krowy ze mnie nie zrobicie ;)
Wracając do Zespołu… Zatem warczę na Tego Mojego już pare dni, o byle co warczę i czepiam się. W sobotę miałam problem, że pyta mnie o radę, a poza mną pyta też innych. No jak tak można? Nie ufa mi i mojej wiedzy! Pomijam fakt, że sama lubię zapytać czasem kilka osób o opinię lub poradę. Ale w sobotę nie miało to znaczenia: “Kochanie, to mnie następnym razem nie pytaj o rade! Skoro mi nie ufasz, to po co mnie pytasz?”
No i o co ta cała scena? Ale nie. Bo On pyta o radę kogoś innego, kto też się zna.
Wczoraj wymyśliłam sobie, że – wymyśliłam, bo normalnie to pewnie bym o tym nie pomyślała – że skoro był u mnie w domu, to mógłby sie DOMYŚLIĆ (tak, czytać w moich myślach!) i zostawić mi na przykład jakąś słodką wiadomość na kartce czy głupie narysowane serduszko! Czyli powtórka z rozrywki, bo jak to może być, że ja bym się domyśliła a On nie?!
To nieważne, że Chłopak nie ma czasu, żeby się po tyłku podrapać. 
To nieważne, że często przyjeżdża i być może czasem rezygnuje z czegoś dla mnie.
To nieważne, że dba o to, żebym miała kwiaty w pokoju, bo lubię.
To nieważne, że potrafi zrobić mi pyszny obiadek, kiedy wrócę padnięta z pracy.
To nieważne, że często doprowadza mnie do łez śmiechu.
NIEWAŻNE wszystko! 
UWAGA: Nie zostawił miłosnego listu ;)
Wczoraj też, kiedy przyjechał do mnie wieczorem po zajęciach, moje emocje opadły w dół i byłam nieco zimną krową. Normalnie to się cieszę jak głupi do sera. Oczywiście coś mi nie pasowało, ale na szczęście Jego anielska cierpliwość wytrzymała i jakiś czas później znów byłam sobą.
Podziwiam Gościa
No ale… Kobieta jak pogoda i każdy o tym wie. 
Co nie znaczy, że zawsze można nas tak usprawiedliwiać. Nie, nie. Ja od zawsze uważałam, że jesteśmy mega skąplikowane i faceci mają z nami trochę bólu głowy ;)
Wy też tak gderacie swoim połówkom nad głową?
Oczywiście, to nie zdarza się co miesiąc. Ale zdarza się co drugi… Żartuję :)
Najlepsze albo może najgorsze jest to, kiedy już po fakcie, kiedy emocje opadną, zastanowię się nad sobą i tym, co przed chwilą powiedziałam, to juz jest za późno, bo Mój zdążył się nasłuchać i pewnie podniosłam Mu ciśnienie.
Dzisiaj, o dziwo, normalny dzień. Może dlatego, że miałam dziś pół dnia dla siebie i z tej okazji byłam na zakupach. Apropo zakupów. TAKA SYTUACJA: szczęśliwa pojechałam szukać butów, może płaszcza, a nie kupiłam ani jednego, ani drugiego po wielu przymiarkach. Za to znalazłam przez przypadek wspaniałe zasłony do pokoju. Idealne! W moim stylu! Patrzę na opakowanie… są dwie. “No, świetnie!” myślę. Widziałam drugie takie same, ale przeszłam obojętnie. Wracam do domu, wchodzę do pokoju… KUŹWA! Ja mam dwa okna, czyli zasłon potrzeba cztery! Powiesiłam po jednej i nie wygląda to zbyt zgrabnie, więc jutro specjalnie muszę jechać po drugą parę. A taka szczęśliwa byłam.
No ale i tak dziś humor dopisuje :)
Nie warczę i nie gderam.
________________________
Zapraszam na mój Facebook & Instagram :)