Co z tą przyjaźnią?

Czy w dzisiejszych czasach można zawrzeć prawdziwe przyjaźnie? 
A czym w ogóle jest przyjaźń? 
Komu dajemy miano Przyjaciela? 
Każdy ma swoją definicję, w słowniku zapewne też znajdziemy wyjaśnienie, ale jeśli zastanowimy się głęboko w sercu, poczujemy ciepło, to co Wam przychodzi na myśl? Kto ukazuje się Waszym oczom? Dziewczyna, z którą wczoraj imprezowałyście, która na każdą Twoją próbę podjęcia tematu o TWOIM życiu zmienia go, zaczyna mówić o sobie lub spławia Cię krótkim “będzie dobrze”? A może dziewczyna, która zawsze Ci doradzi, wysłucha, ale w najgorszej chwili jednak nie możesz na nią liczyć? A może to Twoja mama? Chłopak? Mąż? 
Moje serce mówi mi, że przyjaźń jest wtedy, kiedy można komuś ufać bezgranicznie, mówić bez obaw wszystko, bo Przyjaciel nie zazdrości, nie wyśmieje, nie przestanie nas kochać… :) Przyjaźń, to kiedy trzeba przyjąć na klatę, z godnością, prawdę w oczy, a nie to, co chcemy usłyszeć, bo w zasadzie każdy, kto nie chce nas urazić, powie nam to, co wypada, czego nasza dusza potrzebuje. A Przyjaciel? Opierdzieli, jeśli trzeba, doradzi jak potrafi, wysłucha, potrafi SZCZERZE cieszyć się z Naszych sukcesów i jest wtedy, kiedy trzeba. I wiem, że Wy to wszystko wiecie, ale w dzisiejszy czasach, wszyscy nazywają się “przyjaciółmi”, ale czy ktoś zastanawia się nad wagą tego słowa? 

Osobiście nie rozdaję tego miana każdemu. Na Przyjaciela przez duże “pe” trzeba sobie zapracować, a że przyjaźń działa w dwie strony, to nie tylko ktoś pracuje, ale ja też. 
Czemu to wszystko piszę?
Pod postem, który przeczytałam (link na dole) padł pesymistyczny komentarz, że przyjaźń nie istnieje… Oczywiście się z tym nie zgadzam! Potwierdzam jedno, trudniej jest pielęgnować znajomości, trudniej jest zawierać prawdziwe przyjaźnie jak się ma dwadzieścia parę lat. Wydaję mi się, że najbardziej przetrwają te, które zaczęły się bardzo wcześnie w naszym życiu. Ci, co mnie znają i wiedzą o mnie troszkę więcej, pewnie domyślają się, o Kim zaraz wspomnę… :) 
Ja i Agata przyjaźnimy się od przedszkola, z przerwą na podstawówkę, kiedy mamy rodzieliły nas, bo jako dzieci mocno rywalizowałyśmy. Ale w gimnazjum ponownie rozpoczęła się nasza przyjaźń… niewinnie prze e-maile. Mimo mieszkania od siebie 300 metrów :) i trwa do dziś. Od grubo ponad pięciu lat jestem za granicą, a kiedy rozmawiamy z Agatą nawet po dwu miesięcznej przerwie, nie czuć żadnej różnicy. Dodam, że odwiedziła mnie na wakacje, jak jeszcze mieszkałam w Chicago. Agata była ze mną zawsze, kiedy tego potrzebowałam, ZAWSZE: na telefonie, na Skype, na WhatsApp – jakkolwiek, ale była, jeśli jej potrzebowałam. Stawiała na równe nogi, wylewała kubeł zimnej wody na głowę, słuchała, słuchała i nieraz ze mną płakała. Jest tysiące sytuacji, które mogłabym Wam opisać. 
I ona zasługuje na miano Przyjaciela. Bo rozumiemy się bez słów, nie trzeba tłumaczyć, ona czuje i wie. I to jest Przyjaźń.
Mam też kilka innych osób, które są bliskie mojemu sercu, do których dzwonię i nie ma znaczenia jak dawno nie rozmawialiśmy. Możecie nie wierzyć, ale mam nawet kogoś, kogo w życiu na oczy nie widziałam. Tak, Edyta, o Tobie mówię :) Nie wiem, czy dobrze liczę, ale na pewno przynajmniej 7lat się przyjaźnimy i jesteśmy sobie bardzo bliskie. I to są moi przyjaciele. Przepraszam! Przyjaciele przez duże “pe”. Grono wąskie, ale kochane. 
A odkąd jestem tutaj, czy mogłabym nazwać kogoś Przyjacielem? Może jedną, dwie osoby, które pomogły mi tutaj BARDZO. Mam również kilka bardzo bliskich mi osób, do których dzwonię i są, wyjeżdżam do Chicago i chcą się spotkać, nie odzywam się dłuży czas, ale i tak mnie kochają. Które mogą liczyć na mnie
Niestety przyjaźni takiej jaka jest między mną i Agatą, nie zawarłam już nigdy.
Dlatego na początku postu wspomniałam, że trudno znaleźć czas na przyjaźń. Jesteśmy dorośli, mamy pracę, uczelnię, często jedno i drugie jednocześnie, niektórzy mają dzieci i rodziny. Jesteśmy zaganiani. 
Kiedy tu przyleciałam miałam nadzieję, że może jednak będę miała kogoś, do kogo dzwonię i wpada do mnie na wino, film i pogaduchy. Myślałam, że poznam kogoś w pracy, czy szkole. Próbowałam, ale wyglądało to chyba raczej jak wbijanie się w towarzystwo na siłę. Każdy ma już “swoich ludzi”. Brakuje mi babskiego towarzystwa, wyjścia potańczyć, głębokich, filozoficznych rozmów… Taka samotna czasem się czuję ;) w sensie braku bratniej, damskiej duszy.
A może takie jest życie?

Ciekawa jestem, co myślicie o Przyjaźni, podzielcie się koniecznie swoim doświadczeniem, chętnie usłyszę Wasze historie, odgłos na mój post.

*****
Do przemyśleń skłoniło mnie: post Sour Girl
Pozdrawiam :)
—————————————
Zapraszam na mój Facebook i Instagram :)