Makijaż z użyciem paletki Essence – All about candies

Jak widzieliście w poprzednim poście, zrobiłam zakupy z kolorówki (nie takie wcale małe!) i we wtorek miałam akurat dzień wolny, więc pomyślałam, że coś ze sobą zrobię. Wyprostowałam włosy na szczotkę, poprawiłam prostownicą, chciałam zrobić loki prostownicą na końcu, ale niestety mi nie wyszły, bo użylam zbyt silnego środka prostującego. Zatem włosy zmasakrowałam, a efektu chcianego nie uzyskałam :P
Zabrałam się również za makijaż. Podkreślam, profesjonalistką nie jestem, więc cudów nie zdziałałam, ale coś tam wyszło mi na tej buzi ;)
Uwielbiam kolorowe makijaże. Brązy i beże nie sa moimi ulubieńcami. Owszem – używam tych odcieni, ale jeśli mam okazję, to zawsze szaleję z kolorami. Dlatego właśnie wykorzystałam nową paletkę z Essence – All about candies. Z tego, co wiem, to te kosmetyki dostępne są również w Polsce, dlatego m.in. chcę o nich wspomnieć, jeśli ktoś chciałby się skusić na kupno. 
Ta paletka jest prześliczna, idealna na lato, bo kolory ma bardzo jasne, cukierkowe :) do letnich sukienek, czy nawet wiosennych ubrań będzie znakomita. Myślę, że świetnie sprawdzi się z innymi kolorami na powiece. Ja postawiłam wszystko na jedną kartę i nic oprócz kolorów z tej palety, nie użyłam.
Zanim pokaże Wam dwie odsłony, chcę powiedzieć, że od jakiegoś czasu nakładam tańsze cinie palcami, bo zazwyczaj, jeśli nie zawsze, osypują się. Jest to wina moich pędzli lub rzeczywiście produktu. Nie wiem, na co winę zwalić ;) A ta paleta jest zachwycająca! Nie używałam palców. Nie wiem, czy to dlatego, że po “pobraniu” cienia pędzlem, dociskałam go tylko mocno, czy rzeczywiście, ale te cienie W OGÓLE się nie osypywały! Aż nie wierzyłam. W końcu spokój i brak poprawiania. 
Pierwsza wersja to same cienie + pomalowane rzęsy (użyłam tym razem tuszu Lovely)
Troszkę obrobiłam zdjęcia, bo niestety były robione telefonem. I zrobiłam to tylko wyłącznie w celu podkreślenia kolorów. 
Czułam, że czegoś mi brakuje, że jestem jakby “za blada” w tych kolorach. Na pewno latem przy opalonej skórze wygląda to o wiele lepiej :)
Dlatego….
Druga wersja, już po zdjęciach ;) 
To dodanie kreski na górnej powiece. Wybaczcie, może nie jest idealna, ale jeszcze się uczę.
Ten efekt już bardziej przypadł mi do gustu ;)
Dodało to trochę wyrazistości.
Poniżej zdjęcie całej twarzy bez i z kreską.
Która wersja podoba Wam się bardziej?
Tym razem juz tylko wyostrzyłam lekko zdjęcia.
Na pewno wrócę do tych cieni i bardziej z nimi poeksperymentuję, bo tym razem chodziło mi o sprawdzenie, co by było gdybym nałożyła wszystkie razem, co oczywiście zrobiłam.
Baza pod cienie to znany wszystkim Urban Decay w wersji oryginalnej, w wewnętrznym kąciku nałożyłam żółty odcień, na środkowej powiece jest różowy, na środu powieki fiolet, a na zewnętrznym kąciku niebieski, natomiast na dolnej powiece od zewnętrznej strony jest kolor zielony, a wewnątrz znów żółty jako dopełnienie góry. Kreskę robiłam eyelinerem z Maybelline w kolorze Saphire (również z ostatniego postu). Na ustach mam pomadkę z Oriflame, ale nie mam jej nazwy ani numeru, bo już ma trochę lat… i się wytarły informacje.
Co myślicie? 
Co byście dodały/zmieniły w tym makijażu? 
Pozdrawiam Was ciepło i do następnego już wkrótce! :*