Walentynki | Fifty Shades of Grey MOVIE

Dziś Walentynki, Święto Zakochanych!
Wszyscy dookoła świętują i przezywają niczym Boże Narodzenie.
Pierwsze walentynkowe wystawy widziałam już na początku stycznia, a w ciagu ostatnich kilku dni same promocje i mnóstwo czerwonych etykietek mówiących o prezentach i specjalnych cenach. Nie jestem fanka Walentynek. Stalo sie ono bardzo komercyjne. Narzucają nam okazje do świętowania jak tylko chcą i jeszcze na tym zarabiają. Taki jest dzisiejszy świat. Wszystko takie… Sztuczne.
Kiedy byłam nastolatka, moze jeszcze pierwsze lata po 20 stce, miało to dla mnie jakieś znaczenie. Walentynki, zeby to obchodzić i przezywać. Wiecie, to takie ROMANTYCZNE! Podejrzewam, ze dla nastolatków to dalej jest ważne święto, ale ja juz chyba wyrosłam ;)
Jakiś czas temu znajoma zapostowala na Instagramie zdjęcie bielizny z Victoria’s Secret z podpisem, ze to wczesne zakupy przed Walentynkami. W dzisiejszych czasach każda okazja jest dobra, zeby pochwalić sie prezentem od ukochanego/ukochanej. Ale mam wrażenie, ze to taki trochę konkurs ;) kto dostał wiecej, cos lepszego, czy droższego. Podkreślam, nie zazdroszczę. Ja tez dostaje ;) ale takie trochę… Niepoważne. Dzisiaj wszyscy czymś sie chwalimy na Facebooku czy Instagramie. Mowię ‘my’ bo tez mi sie to zdarza, jednak nadmiernie rzadko. 
Pomijajac ten fakt, bo o tym jak social network nas ogłupia będzie innym razem. Czy tylko w Walentynki liczy sie miłość, serduszka, prezenty i trzeba  sie tym głośno chwalić? A taki zwykly nielubiany przez wszystkich poniedziałek? Ja wiem, ja wiem, połowa z Was pewnie nie lubi tego, ze tak mowię ;) Ja nie jestem przeciw świętowaniu, każda okazja jest dobra,  ja nie mowię, ze nie. Ale nie podoba mi sie, jak bardzo narzucone jest to świętowanie, ze ono jest wręcz ludziom wmówione. A ludzie jak ślepi z rekami wyciągniętymi do przodu pędzą za tym. My pędzimy. 
Niedawno jedna, pózniej druga koleżanka zapytała mnie o plany na Walentynki. Zdziwilam je moja odpowiedzią, bo … My z R. Planów nie mamy. Rozmawialiśmy o tym, ze prezentów nie kupujemy, moze wyjdziemy do restauracji, ale tez raczej nie, bo wszystko w ten dzień będzie zapchane, wiec wyszło na to, ze zostaniemy w domu i zamówimy cos do jedzenia. Pewnie dostanę kwiaty (jak co tydzień zreszta) i miło spędzimy wieczór. Chyba, ze będzie jakaś niespodzianka,o której nie wiem. Ja sie przygotowałam, a co będzie to sie okaże. Nas cieszy każda chwila ze soba. Nie czuje potrzeby okazywania sobie większej miłości w Walentynki, bo ja każdego dnia staram sie jak najmocniej, zeby On czuł i On tez robi to samo.
Powtarzam: ja nie jestem przeciw. Serio :) jak macie plany to swietnie! Każda okazja jest dobra. Moj cel w tym poście jest przekazanie Wam, ze wg mnie powinnismy codziennie tak sie kochać i wspierać, a nie tylko dziś. 
Paimietajmy, zeby okazywać sobie miłość każdego dnia, czy to Jemu/Jej, czy komukolwiek bliskiemu. Ludzkość szaleje w te „wielkie” święto, a na codzień zapominamy o najważniejszych wartościach. 
Dwa słowa o ekranizacji książki przez jednych znienawidzonej, przez innych uwielbianej, czyli Fifty Shades of Grey. Ja jestem akurat fanka książki. Czekałam na film z niecierpliwoscią. Przeszło mi przez myśl, ze moze to być tylko wielka zadyma, a film nie okaże sie wcale niczym spektakularnym. Szczęśliwa i podekscytowana we wtorek kupiłam bilety i w czwartek o 9pm siedzielismy juz z R. w kinie. 
Historia zgodna z ta w książce, wyjątkiem było kilka scen, które zostały pominięte. 
Sceny erotyczne dość zabawne jak dla mnie, szczególnie, kiedy Ana po zaledwie dotyku Christiana rzucała sie na wszystkie strony jakby juz miała orgazm. Muzyka w tle przy tych scenach to… Porażka. Nie ma to jak dziki seks i chory w tle. Brawo! 
Poza tym… Zero emocji, wszystko sztuczne, nie było miedzy nimi chemii, nie widać było w tym filmie miłości. Odebrałam to jakby głównym tematem było, czy Ana zgodzi sie na umowę, czy nie i ze on traktuje ja bardzo przedmiotowo. 
Ogólnie mówiąc, to naprawdę zawiodłam sie. Mozna było zrobić z tej książki naprawdę fajna historie miłosna, wątek erotyczny mógłby być z lepsza muzyka, no i przede wszystkim: wiecej emocji!
Najbardziej bawi mnie scena, kiedy zamykają sie drzwi od windy:
– Ana
– Christian
Łup!
I ten brak emocji w głosie.
Nie polecam. Ale sami sie przekonajcie. Opinie sa mocno podzielone, zachwytu nad filmem totalnie nie rozumiem. Ale szanuje tych, którym sie podoba ;)