Zwierzenia Intymne dla ludzi o mocnych nerwach: DENTYSTA SADYSTA!

Od małego gabinet dentystyczny był dla mnie koszmarem. Zapewne dotyczy to każdego dziecka. Ale ja byłam z tych, co dają popalić. Przy zwykłym sprawdzaniu zębów w szkole, czy “lakowaniu”, nieraz musiało trzymać mnie co najmniej dwie osoby. Cała podstawówka słyszała Kalinowską na fotelu ;) Mama była wzywana do szkoły, biedna, ile ona nerwów na mnie wyszarpała. Nie było siły, żeby mi przemówić do rozsądku. Trzeba było mnie okłamywać, że wiercenia nie będzie, że dostanę nagrodę itd. Ściema musiała być, bo nie chciałam otworzyć buzi. Pamiętam dwa incydenty, kiedy ugryzłam (nie tak wcale lekko…) w rękę panią doktor, a za drugim razem machnęłam głową, kiedy poczułam ból i wiertło trąciło o mój policzek ;) ale nie, nie mam tam dziury na szczęście :P
Czemu akurat tematem mojego posta dziś jest “dentysta-sadysta”?
Wydoroślałam na tyle, żeby nie gryźć lekarzy dłubiących w mojej buzi, ale panika i strach zostały ze mną do dziś. Czyszczenie zębów przeżyje powiedzmy, że prawie bezstresowo ;) ale kiedy okazuje się, że coś trzeba zaleczyć, borować, wiercić i mieć znieczulenie, to panika przed bólem i strach przerastają mnie niesamowicie.
Ta kilkucentymetrowa długa igła, która w moich oczach ma co najmniej metr i to głupie uczucie podczas wstrzykiwania znieczulenia… nie oddycham, ciało mam spięte od stóp w górę, dłonie spocone i oczy zamknięte najbardziej jak się da. Jakby to miało mnie uchronić :P
I tak też było WCZORAJ…
Od kilku dni bolało mnie dziąsło, więc w poniedziałek wybrałam się na emergency (chyba mogę to przetłumaczyć jako pogotowie) i po obejrzeniu mojej jamy ustnej okazało się, że mam infekcję i trzeba wyrwać ząb mądrości. Wysłali mnie do domu. W końcu po kilku dniach jeżdżenia w tą i spowrotem, nie będę Wam opowiadać w szczególach, bo zrobi się nudno, wczoraj posadzili mnie na fotel do wyrwania zęba. Pani doktor przedstawiła mi listę kroków, co będzie mi robić, po kolei, szczegółowo, a później musiałam podpisać jakąś zgodę na to wszystko. 
I od nowa Polska Ludowa: kilka zastrzyków na znieczulenie (zaciśnięte oczy, spocone dłonie, spięcie wszystkich mięśni) i pytanie: “Are you ready?” a ja jej mówie, że już nie ma wyboru. Zamknęłam oczy, żeby nie widzieć czym oni mi tam grzebią, niestety ciekawość nie zna granic, więc zdarzyło mi się otworzyć oczy i widziałam różne metalowe urządzenia.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że podczas jakichkolwiek czynności siedziałam na bezdechu spięta w oczekiwaniu na ból, który nigdy nie nadszedł. Najpierw mi tego zęba trochę pościnała, a później ze wszystkich sił luzowała go w moim dziąśle. Naprawdę nic nie czułam, ale łzy ze strachu leciały mi same, bo jedyne, co było w mojej głowie, to świadomość bólu, który czekał mnie po odejściu znieczulenia oraz to że może za chwile jednak coś poczuję. Kręciła mi tym zębem i naciskała tak mocno, że ta presja wykańczała mnie z każdą minutą. I słowa pocieszenia: “You are doing great! Good job! Be strong! We are almost there!” a ja umierałam przed tym jednym, ostatecznym momentem wyciągnięcia zęba. Nagle słyszę, że zaraz będzie po wszystkim i widzę szczypce (nie takie wielkie, jak moja wyobraźnia stworzyła) i znów pytanie, czy jestem gotowa. No a co? Zejdę z fotela i ucieknę? :P I nie trwało to więcej niż minutę, kiedy usłyszałam: “GRATULACJE!”! Ach, zapomniałam dodać, że to moje pierwsze w życiu doświadczenie wyrwania zęba. I pani doktor wraz z pomocnicą zaczęły porównywać moje pierwsze wyrwanie zęba do urodzenia dziecka :P i jedna z nich do mnie mówi: “Skoro Ty tak przeżywasz wyrwanie zęba, to co to będzie, jak Ty będziesz rodzić?”. No a co ja poradzę, że ja taka wrażliwa? Niektórych rzeczy nie przeskoczę. Niestety to jeszcze nie koniec wrażeń! Kolejnym krokiem było… SZYCIE mojego dziąsła. Kilka szwów i to dziwne uczucie nitki na brodzie ze świadomością, ze jej początek jest w mojej buzi…
PRZEŻYŁAM! Brawo dla mnie :P
Chciałam zabrać moje “dziecko” do domu, ale dlatego, że miało infekcję, to nie mogłam :P A szkoda, bym miała przewieszkę do łańcuszka :P
Po powrocie do domu (oczywiście po drodze miałam pecha, bo w momencie największego bólu, metro zatrzymywało się pod ziemią miliony razy z powodu korków), faszerowałam się przeciwbólowymi tabletkami, które zostały mi przepisane, ponieważ odchodzące znieczulenie powodowało ból nie do zniesienia. Mam też antybiotyk. Przespałam praktycznie całe popołudnie z przerwami na coś do jedzenia i płukanie buzi wywarem z szałwi. A dzisiaj czuje już tylko opuchliznę w środku i lekki dyskomfort, delikatny ból, cięzko otworzyć szeroko usta, ale tabletki przeciwbólowe już wzięłam, żeby nic mnie nie zaskoczyło :P
A jakie są Wasze przeżycia związane z wizytą u dentysty? Czy też macie takiego stracha jak ja?
Mam nadzieję, że Was nie zniesmaczyłam, ale pomyślałam, że może dla tych, którzy mają przed sobą usuwanie ósemek, taka wiedza będzie pomocna, bo będą wiedzieć, co ich czeka :)
Ściskam Was serdecznie :*