Oni: młodzi, piękni, wolni… czyli Nastolatki.

Kilka dni temu jadąc metrem i słuchając najnowszej płyty Bednarka (są tu jego fani?), obserwowałam sobie czwórkę nastolatków, a mianowicie dwie pary. Miliony myśli przebiegały w mojej głowie, ale do dziś pamiętam tylko niektóre i pomyślałam, że warto się z Wami podzielić. 
Moje naście lat.
Zacznijmy od tego, że kogokolwiek bym nie zapytała, to nikt nie daje mi więcej niż 20 lat. Niektórzy nawet twierdzą, że mam o wiele mniej, ale to już według mnie przesada. Oczywiście jest to wspaniałe, bo to znaczy, że będę wiecznie młoda… daj Boże. Niestety ja wiem, ile mam lat i pamiętam jaka byłam mając te naście i jaka jestem teraz. 

Na tym zdjęciu mam 19 lat, jeszcze w Polsce :)


Przyleciałam do Stanów i usamodzielniłam się w wieku 19 lat. Przez ostatnie sześć lat bardzo się zmieniłam. Kiedyś nie byłam gotowa na związek w poważnym tego słowa znaczeniu. Chciałam zawsze mieć “chłopaka“, ale nigdy nie trafiłam tam gdzie trzeba lub było to uczucie jednostronne (czyt. tylko z mojej strony). Żyłam chwilą, poznawałam ludzi, miałam grupkę fajnych znajomych, byłam taka wolna
Kiedy w końcu nadeszło magiczne 21, kiedy już legalnie mogłam imprezować i pić alkohol, spędzałam czas z koleżankami w okolicznych dyskotekach, miałam wieczny bałagan w pokoju i byłam szczęśliwą bardziej lub mniej singielką. Chodziłam na randki – i owszem – ale nie były to związki długoterminowe. Nawet nie myślałam o nikim na całe życie. Byłam młoda i miałam czas na wszystko. Aż do momentu kiedy miałam 22 lata i miałam swój półtoraroczny związek, który nie przetrwał, choć myślałam, że zakończy się ślubem. 
Niedługo później poznałam mojego obecnego chłopaka i już wiem, że więcej ich mieć nie będę. Mam 25 lat i wiem, że to jest TO. Rafał, to spełnienie moich marzeń albo nawet lepiej. Każdej dziewczynie życzę tak wspaniałego faceta. Do czego zmierzam z tymi wszystkimi zwierzeniami… 
Będąc z kimś te 3 – 4 lata temu nie myślałam poważnie o przyszłości. Oczywiście były przebłyski, ale raczej na lata bliżej trzydziestki. Nie byłam po prostu gotowa, żeby zostać czyjąś żoną, a później matką. Dzisiaj natomiast, jestem w pełni świadoma swojego wyboru, wiem, czego chce, z kim chcę być do końca życia i jak widzę przyszłość. Czuję i wiem, że moja miłość, moje uczucie, że to jest dojrzałe i już nie przestanę kochać po dwóch miesiącach. 
Oni: młodzi, piękni, wolni…
Właśnie te dwie pary, które zaobserwowałam przypomniały mi o moim nastoletnim życiu i momencie moich sercowych rozterek. Nie powinnam ich tak nazywać, ale te dzieciaki, w totalnie pozytywnym tego słowa znaczeniu, to tacy wspaniali młodzi ludzie, którzy mają przed sobą cały świat. Zakochani, zauroczeni sobą nawzajem, z kolorowymi włosami, trzymający się za ręce, dziewczyny w mocnym makijażu i bluzce odkrywającej brzuch i dekolty. Chłopcy jeszcze bez zarostu, w krótkich spodenkach i w sportowych butach. Młode dusze, młode ciała bez zmarszczek i pełne życia…
Jedna z par wyglądała mi na takich dobrych przyjaciół. Pokazywali coś sobie w telefonach, śmiali się, rozmawiali i widać było, że jeden za drugim w ogień by skoczył. Obrazek pełen emocji. Aż wstydziłam się patrzeć tak dosadnie, żałując, że nie mam przeciwsłonecznych okularów. Tak miło było na nich patrzeć.
Druga para natomiast nie była już sobą tak zauroczona. Dziewczyna w różowych włosach i krótkiej bluzce z wielkim dekoltem dosłownie wisiała na swoim chłopaku. Śmiem twierdzić, że zazdrościła niebieskowłosej koleżance, że chłopak ją obejmuje i gruchają jak dwa gołąbki. Niestety jej chłopak wyglądał na bardzo obojętnego, nie przytulał się do niej jakoś mocno, powiedziałabym, że wcale oraz bardzo mechanicznie trzymał ją za rękę.

Dlaczego to wszystko piszę?
Mam 25 lat i oczywiście, że jestem wciąż młoda i pełna życia, lecz nie jestem tak samo młoda jak nastolatki z metra. Jestem gotowa na małżeństwo, na dziecko i dorosłe życie z Drugą Połową. A Ci młodzi ludzie, czy myślą, żeby być razem już na zawsze? Być może. Jednak raczej w przyszłości i nie teraz planują ślub. 
Ja po prostu tęsknię czasami za tym momentem życia, kiedy jeszcze nie byłam pewna tego, co chcę robić, moje randki nie musiały kończyć się ślubem, kiedy byłam taka młoda i wolna. Wolna w sensie duchowym. Wolna od zbędnych stresów, zajęta tylko sobą i znajomymi. Jedyne nad czym musiałam się skupić to praca i studia, ale nie było to trudne. Nie szałałam aż tak, żeby zaniedbywać obowiązki, ale żyłam chwilą. Oglądają moje zdjęcia czuję jakbym patrzyła na młodszą siostrę.
Inne priorytety.
To jest właśnie to określenie, które idealnie podsumowuje ten tekst. Wczoraj nie myślałam o rodzinie i zawodzie w przyszłości. Wczoraj liczyło się, żeby szybko wrócić z pracy do domu, ogarnąć lekcje i spędzić czas w dobrym towarzystwie. Dzisiaj liczy się to, żeby szanować moją pracę, udoskonalać się, zdać ważne egzaminy i być prawnie nauczycielem, założyć rodzinę i urodzić pierwsze dziecko przez trzydziestką. Już nieważne są imprezy i zaliczanie koncertów. Owszem, trzeba się czasem odchamić i spotkać z ludźmi, ale nie potrzebuję tego, co tydzień i jeśli już, to nie musi być to huczna impreza. Grill i domówka są teraz najlepszą opcją. W tym wieku już myśli się o życiu poważnie, o przyszłości i co zrobić teraz, żeby późnej było lepiej.
Wiem, że zabrzmiałam, jak starsza pani, ale często niby wiem, że jestem młoda, a czuję się w środku tak trochę… staro :P

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
A jak Wy czujecie się w swoim wieku? 
Jak wspominacie młodość, jeśli to “naście” jest już za Wami?