Świat oczami kota Emerila #1

Miau! 

Na pewno nieraz o mnie słyszeliście. Z tego co wiem, to Owca często postuje moje zdjęcia na Instamiau albo Facemiau, ewentualnie tutaj na blogu. Szkoda, że nigdy nie pyta mnie o zdanie… Miau. 
Od dzisiaj będę tak ukradkiem opowiadać Wam to, co ja widzę jako jej kot, a czego ona na pewno nie zauważa w swoim dziwnym ludzkim życiu.
Na imię mam Emeril. 
Możecie zwracać się do mnie po imieniu. 
Miauuu!


POCZĄTKI

Skąd ja tu się wziąłem?
Urodziłem się 28 lipca 2013 roku, a moja Pani przygarnęła mnie do siebie 26 grudnia.   Żyjemy już wspólnie półtora roku, a mam wrażenie, że jakby od zawsze towarzyszę w jej nudnym życiu. 
Oh! Beze mnie to w ogóle byłoby beznadziejnie!

Słyszałem nieraz, jak opowiadała swoim znajomym ludziom, których nazywa albo “kochanie”, “mamo”, “tato” i jeszcze jakoś dziwnie, czasem w innym języku, że od dawna chciała mieć futrzane zwierzątko, a najlepiej PSA. Jak można chcieć psa? Nie zrozumiem nigdy. Wracając do jej zwierzeń, uzasadniała, że ma bardzo mało wolnego czasu i że kot jest lepszy, bo nie ma przy nim tak dużo pracy. A! I najważniejsze, abstrakcja jakaś, ona za kotami NIE PRZEPADA(ŁA). Jednak zdecydowała się na kota. Pamiętam dzień jak przyjechała do mojego schroniska i oglądała koty w moim domu. Każdy miał swój pokój, patrzyła na wszystkie oprócz mnie. Spodobała jej się pstrokata niunia z piętra niżej, ale jak ją zaczęła głaskać, to została ugryziona. Ha ha! 
Owca miała już wychodzić, gdy nagle poczułem jej wzrok na sobie. “Miau.. Chyba jej wpadłem w oko” – pomyślałem ;). Kiedy kobieta otworzyła moje drzwi, uniosłem swoje zgrabne ciało i zacząłem mruczeć najlepiej jak potrafiłem. Zaczęła mnie głaskać i zachwycać się mną. No, w końcu jestem takim przystojniakiem, prawda? Rozmawiała o czymś z pracownicą i na moich drzwiach zawisła kartka z napisem “ADOPTOWANY“.  Totalnie nie wiedziałem o co chodzi, myślałem, że mnie uśmiercą i wyląduję na talerzu. Owca poszła i wróciła po tygodniu. W międzyczasie wzięli mnie do szpitala, wstrzykiwali coś, operacja, no totalnie mnie zmaltretowali. Tego dnia, kiedy Owca przyszła jeszcze raz, spakowali mnie w jakieś pudło i nastała ciemność. Wieczna ciemność…
Zobaczyłem światło po kilku godzinach. Bałem się wyjść z kartonu. Byłem kompletnie sam! Zostawiła mnie na pastwę losu w jakimś ogromnym pomieszczeniu. W końcu przyszła, wyjęła mnie z kartonu i puściła wolno.
Schowałem się i nie wychodziłem 2 dni, aż w końcu musiałem miauczeć, bo się tak schowałem, że wyjść nie mogłem bez jej pomocy. Znalazła mnie w komodzie pod szufladą. Tak, wlazłem i 2 dni siedziałem zgarbiony. 
Kolejne dni mijały już lepiej. Podnosiła mnie na ręce, dawała jeść i czasami się ze mną bawiła.





Myślicie sobie pewnie teraz jakim ja słodkim kocurkiem jestem. No cóż… Miau! Nie do końca ;)
Miałem taki okres mojej młodości, że gryzłem i drapałem niemiłosiernie. Moja Pani miała niemało ran na nogach czy rękach. Ba! Do teraz jak mnie zdenerwuje, to jej pokazuje, gdzie jest jej miejsce. 

CODZIENNOŚĆ

Każdego ranka budzę ją przed jej budzikiem. Co ma się dziewczyna spóźnić do pracy ;) trzeba przecież jeszcze okazać mi trochę miłości zanim zniknie na kilka godzin. No i hello! JESTEM GŁODY. A w lodowce jest moja ulubiona puszka, którą dostaje tylko rano. FAK
Wiecie jak ją budzę? Drapię matrac, szukam najbardziej szeleszczących rzeczy w pokoju, głośnych zabawek i robię taki hałas, że moi przodkowie, którzy już nie żyją, obudziliby się. Musi więc Pani podnieść cztery litery i wstać. Czasem udaje, że jeszcze śpi, więc daje jej spokój, ale tylko w wyjątkowe dni, które JA wybieram.
Teraz trochę się uspokoiłem, bo co mam gryźć i drapać. Zrozumiałem, że ona mnie kocha i jak będę niegrzeczy, to mnie w końcu gdzieś odda.  

Nie lubię jednej rzeczy, bo kiedy przychodzi taki wysoki gość w okularach i bez włosów, to zawsze zajmuje moje miejsce na mojej poduszce. Ja nie wiem, co on sobie wyobraża. Ja byłem pierwszy! I szczerze Wam się przyznam, jestem zazdrosny. Daję mu trochę popalić, jak tylko próbuje mnie dotykać. Myśli pewnie, że on tu się kiedyś wprowadzi. Chyba po moim trupie. 
To, że trzeba sprzątać mi kuwetę dość często to tylko wina mojej wspanialej przemiany materii. Budzenie z rana jest przyjemne, przecież wschód słońca jest tak uroczy! No i kto da mojej Pani więcej miłości niż ja?!
Come on… :]

A TYMCZASEM…

Na dzisiaj się z Wami żegnam i obiecuję raportować Wam więcej, co się dzieje w życiu mojej Pani, a Waszej Owcy.
Pozdrawiam wszystkie koty, które posiadacie. Jeśli prowadzicie bloga, to upewnijcie się, że one nie zdradzają tam Waszych tajemnic. 


ŻEGNAM.
Miauuu…!

Piąteczka!