Kolejne marzenie spełnione: SKYDIVING :)

Zawsze chciałam skoczyć ze spadochronem. To było moje marzenie odkąd pamięć sięga. Lubię takie wariacje w życiu. Szybka jazda na motorze (do tej pory jako pasażer) nie jest mi straszna, wysoki i szybki roller coaster drażni moje wnętrze, ale chętnie wsiadam na niego poraz kolejny. A tym razem była okazja, żeby poczuć się jak ptak. 

Kiedy Rafał zadzwonił, że jest okazja żeby skoczyć, to nawet się nie zastanawiałam. Jedynym problemem w tym momencie było wolne z pracy, ale na szczęście się udało. Tydzień przed  miejsca były zarezerwowane i pozostało tylko czekać na niedzielę 9 sierpnia.
Nie należę do ludzi, którzy przeżywają kilka dni i nie śpią zanim coś się wydarzy. Mnie strach i ścisk w żołądku łapie zaraz przed. I tak też było tym razem.
Zebrała nam się grupa pięcioosobowa. Rafała kolega ze swoimi dwoma oraz my. Na miejsce jechaliśmy około półtorej godziny. Zanim doszło do samego skoku, musieliśmy przejść przez video instruktażowe, w którym jasno i wyraźnie jest powiedziane, co trzeba robić i że skok jest na naszą własną odpowiedzialność oraz że może on się skończyć poważnymi obrażeniami lub nawet śmiercią. Po video musieliśmy podpisać kilka dokumentów, w których poraz kolejny mówią nam, co nas może czekać.
Dokumenty podpisane. Teraz oczekiwanie na swoją kolej.
Nie miałam ze sobą aparatu, bo nie wiedziałam, jak to będzie wyglądać, więc zrobiłam dla Was kilka zdjęć telefonem, żeby pokazać Wam miejsce i tych co latali przede mną.
Przez różnorodność wagi i wzrostu musieli naszą grupę podzielić na dwie rundy. Najpierw skakałam ja z Rafałem, a później nasi znajomi. Dlaczego? Instruktorzy dopasowywani są do wzrostu i wagi. Nie jestem pewna dlaczego, ale podejrzewam, że chodzi o złapanie balansu w powietrzu przy wyskoku z samolotu. Jeden z instruktorów skakał z Rafałem i zaraz z innym kolegą.
Wywołali nas, pozapinali w taki specjalny “szelkowy” kombinezon, ja nawet nie wiem, jak to nazwać i powiedzieli, że jesteśmy następni.
Idziemy do samolotu :)
Buziak przed wyskokiem Rafała zainicjowany przez mojego instruktora :D
Jeśli Wasza Druga Połowa ma podobne marzenia do Waszych to spełniajcie je razem, nic bardziej nie łączy niż wspólne szaleństwa. A Miłość… kwitnie :)
Moja mina, kiedy Rafał wyskoczył z samolotu i widziałam go tylko przez ułamek sekundy. I ta myśl, że teraz MOJA kolej.
 
WYSOKO !!! 
Rafała nie widać :(
 
Głowa na ramię instruktora, biodra do przodu, nogi ugięte w kolanach.
Ready… set… 
 
Go !!!
 
Fikołek :D
 
Balonik otwarty, żeby zmniejszyć opór powietrza :)
 
Ponad chmurami niczym ptaki… :)
Fotograf się nie obija :D
 
Najmniej przyjemny moment: otwarcie spadochronu. Lekkie szarpnięcie i delikatny odruch wymiotny w moim przypadku :P i tak już do końca na spokojnie w stronę ziemi…
 
Lądujemy!
 
Do zobaczenia następnym razem! :)
 
 
 
Mój instruktor był bardzo miły. Zanim wylecieliśmy, powiedział Rafałowi, że wróci ze mną całą i zdrową oraz podał mu rękę :) a w powietrzu, kiedy spadochron się otworzył i trochę było mi słabo, to sterował spadochronem najwolniej jak mógł, żebym czuła się lepiej :)
Co mnie rozbawia za każdym razem jak przypominam sobie ten skok, to widok fotografa, troche jak odwrócony do góry nogami pająk ze zgiętymi nogami i rękami, który coś gestykuluje, lata z każdej strony bez otwartego spadochronu i nagle odlatuje niewiadomo gdzie w bok. Jak taki pajączek :P Wiem, że trudo Wam to sobie wyobrazić, ale było to zabawne :D
Jakie wrażenia?

Uczucie nie do opisania. Ogólnie byłam w szoku, bo nie wiedziałam, czego się spodziewać. Oglądanie filmów na YT jest niczym w porównaniu z samym lotem. Wysokość jaką mieliśmy to około… 4,1 km nad ziemią! Sam tzw. freefall trwał 60 sekund z prędkością 120 mph! Było zimno, głośno od wiatru i jeden wielki szok w mojej głowie. Kiedy spadochron się rozłożył i spadaliśmy powoli w dół, instruktor zapytał o wrażenia, a ja nie wiedziałam, co mam mu odpowiedzieć, zaczęłam się jąkać i nic konkretnego nie wydukałam :P Przed lądowaniem chciał przećwiczyć pozycję nóg, która mi słabo wychodziła, to mu powiedziałam, że ja na razie mam wyłączone myślenie, nie wiem, co się dzieje i bliżej ziemi zrobię co mam zrobić :PNa koniec dostaliśmy też dyplomy :D

To było niesamowite.
Ja ciągle nie wierzę, że to zrobiłam :)
 
Wiecie, co Wam powiem?
Spełniajcie marzenia, dążcie do ich spełnienia, nie bójcie się marzyć, wierzcie w to, że wszystko może się zdarzyć!
I nie żałujcie swoich wyborów.
Życie jest piękne i stoi dla nas otworem :)
 
Mam też dla Was video – moje i Rafała.
Zapraszam do oglądania :)
 ja :)
Rafał :)
 
 
 
Jak Wam się podoba?
Skoczylibyście?
Lubicie takie szalone rzeczy robić?
Podzielcie się ze mną swoimi przygodami :))