Spowiedź

DSC_0245a

Moi Czytelnicy!

Nie wiem, ile z Was tutaj jeszcze zagląda, ale na pewno zauważyliście zmiany w wyglądzie bloga. Pracowałam nad nimi razem z Brandburger jakiś czas, miał być to początek czegoś nowego, powrotu do pisania poraz kolejny. Niestety, ale mimo zmian na blogu, ja nie wróciłam. Pochłonęły mnie studia, dwie prace, a później dołączyła też do tego siłownia. Nie miałam czasu, a przy tym weny do pisania. Testowałam kosmetyki, o których miałam Wam pisać, ale nigdy tego nie zrobiłam. Wpadały mi do głowy życiowe tematy, ale w najmniej odpowiednich momentach, a później o nich zapominałam…

Słaba ze mnie “blogerka”.

Podczas ostatniego już prawie roku, kiedy mnie tutaj nie było, zaszło kilka zmian w moim życiu. Zamieszkałam z Rafałem, zmieniłam styl życia na zdrowy (dieta plus ćwiczenia), dorosłam do niektórych spraw, a inne zostawiłam na boku. Jedną z nich jest mój bzik na punkcie makijażu. Byłam zapalona przez prawie 2 lata, nazbierałam mnóstwo kosmetyków kolorowych, śledziłam najnowsze trendy, ale ciągle brakowało mi czasu, żeby usiąść przed lustrem i pobawić się makijażem. W czasie roku szkolnego nie miałam zupełnie na to czasu. Miałam bardzo napięty grafik. Weekendy w pracy, późne wracanie do domu, no nie było jak. Bo kiedy?

Nadeszły wakacje. Te, które dla mnie skończyły się w niedziele. 3 miesiące bez szkoły i co ja robiłam? Większość czasu pracowałam, wieczory spędzałam na siłowni, nareszcie miałam czas odwiedzić moje koleżanki, które zawsze są bardzo wyrozumiałe, jeśli chodzi o mój “wolny” czas, a odkąd mieszkam z Rafałem, to w domu jest zawsze coś do zrobienia, mimo jego ogromnej pomocy.

I tak przeleciały te wakacje. Moje wszystkie pędzle są umyte i czekały na dzień, kiedy je użyję. Taki dzień nie nadszedł. Nadszedł za to dzień, kiedy spakowałam je wszystkie do jednego pudełka i odstawiłam na bok. Nieużywane już od kilku miesięcy zbierały tylko kurz. Nie umiem Wam opisać uczucia smutku, które mnie wtedy ogarnęło. Serio. Na codzień już też się nie maluję mimo wciąż nieperfekcyjnej cery.

A takie miałam wielkie plany! Takie pomysły! Kolorowe makijaże miałam w głowie, no ale. Wyszło nic z tego, inne obowiązki wzięły górę.

I teraz, kiedy piszę Wam to wszystko, moją spowiedź, usprawiedliwienie, czuję, jak moja dusza staje się lżejsza. Czuję, że tęsknię za pisaniem. Za siedzeniem przed monitorem wieczorem i przelewaniem myśli na ekran, które być może kilka par oczu przeczyta.

Nie piszę tego wszystkiego, bo potrzebuję słów otuchy. Wybierałam to, co było ważniejsze, często po prostu był to sen. Chciałam być po prostu w porządku względem Was.

Po przerwie przychodzę do Was nowa. Nie obiecuję Wam już nic, ale stawiam sobie cel, żeby znów pisać. Tak jak kiedyś: kosmetyki, życie, fotograficzne posty, może z czasem jakiś makijaż. Po to, żeby dać upust mojej natchnionej stronie duszy.

 

 

A jak tam u Was?