Moja skóra || Październik vs. Styczeń

W ostatnim wpisie o ulubionych kosmetykach wspomniałam, że pokażę Wam moją twarz na przełomie paru miesięcy. Jak moja skóra się zmieniła, odkąd używam regularnie kosmetyków, które Wam pokazałam. Dodam, że od roku staram się zdrowo odżywiać i ćwiczyć, więc to też ma wpływ na moją cerę. Dodatkowo ilość stresu, sen i inne czynniki zewnętrzne. Wszystko to “wychodzi” na naszej skórze.

**Odnośnie zdjęć, robiłam je przy naturalnym świetle, na różnych trybach aparatu, bo starałam się jak najlepiej złapać wygląd mojej skóry, stąd kolory mogą się delikatnie różnić. Moja jedyna edycja polegała na dodaniu ostrości i ewentualnym rozjaśnieniu.**

#nofilter 

 

Pierwsze zdjęcia, jakie zrobiłam, to było 9 października.

Continue reading

Kosmetyczni Ulubieńcy || Moja Pielęgnacja

Cześć! :-)

Ci, którzy śledzą mnie na Insta, wiedzą, że uwielbiam kosmetyki i pielęgnację. Nie wiem już, od kiedy planuję regularne posty kosmetyczne, ale nie wychodzi mi, więc teraz, skoro jest czas na ulubieńców roku, chcę pokazać Wam moje ulubione kosmetyki pielęgnacyjne. Z kolorówką jestem trochę na bakier odkąd ograniczyłam makijaż jedynie na ważne wyjścia, imprezy czy spotkania.

Rok 2016 mogę podsumować tak, że znalazłam kosmetyki, które się u mnie doskonale sprawdzają. Wiem, co nie działa na mnie korzystnie, do czego wrócę, co kupię ponownie, a co będę omijać. Postanowiłam podzielić się z Wami moimi ulubieńcami, bo być może ktoś z Was skorzysta.

Continue reading

Podsumowanie Roku 2016 | Plany na Rok 2017

Blogmas skończył się trochę niespodziewanie, szybciej niż planowałam, ale tak jak podejrzewałam, bo jak już Wam wspominałam*, miałam niezłe zakończenie semestru. Na szczęście jest już po wszystkim i teraz mogę robić to, na co mam ochotę! :-) Może za rok uda mi się prowadzić Blogmasa bardziej intensywnie :-)

*nie czuję, że rymuję ;-)

Parę dni temu wrzuciłam na Instagram zdjęcie “best nine of 2016” i muszę Wam powiedzieć, że większość tych zdjęć najbardziej lubianych naprawdę dobrze oddaje mój rok 2016. Zainspirowało mnie to do krótkiego blogowego podsumowania :)

Continue reading

Metamorfoza, która ciągle trwa.

Hej :)

Dzisiejszy wpis dedykuję wszystkim tym, którzy tak jak ja, uwielbiają słodycze, czekoladę, słodkie bułeczki, ciasta, ciasteczka… Jednym słowem, są uzależnieni od cukru i ciężko sobie radzą z odmawianiem czegokolwiek, a co dopiero mowa o jakiejś diecie, czy ćwiczeniach. Celowo piszę ten tekst teraz, bo jeszcze do wymarzonej sylwetki mi daleko, ale jestem w trakcie i czuję, że być może komuś potrzeba przeczytać to, co mam do powiedzenia.

Jeśli w miarę regularnie mnie czytaliście w przeszłości lub znacie mnie osobiście, to wiecie, że mam ogromny dystans do siebie, do swojego ciała. Wie o tym chyba najlepiej moja rodzina :) przed którą nie jeden raz wygłupiałam się i żartowaliśmy z moich dodatkowych kilogramów. Pisałam nawet o tym post z przymróżeniem oka, jeśli jeszcze nie czytaliście, polecam.

Planowałam zmianę stylu życia na zdrowy od stycznia tego roku. Wiedziałam, że na wadze przybrałam, ale nie do końca zdawałam sobie z tego sprawę. Odbicie lustrzane wyglądało tak jakby normalnie jak zawsze. Fakt faktem, że ubrania dziwnie się zmniejszały lub niekoniecznie dobrze leżały, ale dresy przecież zawsze w modzie! I tak sobie jadłam, podjadałam, byłam wiecznie zmęczona, z częstym bólem głowy, ale wciąż kochająca swoje ciało.

Ostatnio koleżanka, Beatka, zapytała mnie, czy ja tak naprawdę nie miałam kompleksów i czy z ręką na sercu kochałam swoje ciało. I choć nie do końca pewnie mi uwierzycie, to TAK. Mimo świadomości, że przybrałam na wadze, dowodów na zdjęciach, wadze i ubraniach, ja siebie uwielbiałam (ba, dalej uwielbiam). Ze szczerego serca Wam to mówię. A kiedy jeszcze słyszałam od Rafała, jaka ja jestem cudowna i seksowna, to gdzie mi w głowie było odchudzanie!

Zatem zamieszkaliśmy razem. Zorganizowaliśmy Sylwestra i zaprosiliśmy znajomych. Do zdjęć musiałam się bardzo gimnastykować, żeby schować duże uda, drugą brodę, czy niezgrabne ramiona. Ale jak widzicie na załączonym obrazku poniżej, gimnastyka przed aparatem mało skuteczna była.

Oglądając zdjęcia, uświadomiłam sobie, że mimo iż naprawdę lubię swoje ciało, to chyba jednak przekroczyłam granicę. A uwierzcie mi, patrząc codziennie w lustro, NIE WIDAĆ, jak się tyje. Ja nie widziałam. Zdjęcia oddały prawdę, ubrania, a później waga.

No właśnie… ta waga.

Stanęłam na wadze pierwszego stycznia i musiałam spojrzeć prawdzie w oczy.

75 kilogramów.

(…)

(…)

(…)

I niby mogłam to przeżyć i żartować sobie z tego, ale wtedy mój najwspanialszy na świecie Ukochany powiedział coś takiego, co było jak kubeł zimnej wody na głowę. Nie jestem w stanie przytoczyć jego dosłownych słów, ale brzmiało to mniej więcej tak:

“Kochanie, ja Cię kocham taką jaką jesteś, nieważne ile ważysz. Jesteś dla mnie seksowna i najwspanialsza, ale… (wstrzymałam oddech) jak jest 75, to będzie i 80. Albo coś z tym zrobisz, żeby czuć się lepiej albo… będzie jak będzie. I nie, że uważam, że jesteś gruba, po prostu nie chcę żebyś któregoś dnia płakała i żałowała.”

 

To były chyba najlepsze słowa, jakie kiedykolwiek usłyszałam w kwestii pobudzenia mnie do działania. A ja mam swój charakterek. Na mnie trzeba mieć sposób. Zmuszanie i mówienie “jedz sobie, będziesz gruba” na mnie nie działa. A Rafał tymi kilkoma zdaniami zadziałał jak burza.

Zapisaliśmy się na siłownię i tak zaczęła się moja przygoda. Moja walka o lepszą siebie. Zaczęłam ćwiczyć. Na początek dużo cardio, do podnoszenia ciężarów doszłam nieco później. Stosowałam się do zaleceń Rafała i jego wyliczeń makroskładników. Odstawiłam słodycze i wszystko, co ogólnie uważane jest za niezbyt zdrowe. Walczyłam każdego dnia. Raz było lepiej, raz gorzej. Zdarzało mi się sięgać po coś słodkiego, ale nie miałam wyrzutów sumienia.

Na przełomie marca i praktycznie do końca kwietnia, może nawet w maju, miałam załamanie. Znów podjadałam. Częściej pojawiało się coś słodkiego zjedzone w ukryciu przed światem, a w szczególności przed Rafałem, który dbał żebym nie była głodna, ale jadła zdrowo. Wiecie, jak mi wstyd było, kiedy jadłam coś słodkiego? Jakie poczucie winy! I wszystko w ukryciu. Wstydziłam się mojego uzależnienia przed ludźmi na ulicy. Miałam wrażenie, że wszyscy wiedzą, że jestem uzależniona. Nie wspominam o Rafale. Czułam się strasznie, a mimo to, nadal kupowałam coś słodkiego.

Ostatnie dwa tygodnie maja upłynęły na powrocie do zdrowego jedzenia i siłowni. Jak tylko zakończył się semestr, to do nowa wzięłam się za wszystko na poważnie. Zważyłam się na początku czerwca.

70 kilogramów.

Jaka to była ulga, że jednak mimo załamania, waga nie wzrosła, a zmalała. I postawiłam sobie cel, że skoro nie ma szkoły, to mam nareszcie czas, żeby skupić się na całego i zmienić nawyki. Jeśli chodzi o dietę, to zmniejszyłam węglowodany, jem głównie indyka, wołowinę, jajka (jedno żółtko, reszta same białka), wafle ryżowe, płatki owsiane, owocowe koktajle, sałaty itd. Treningi utrzymuje między trzy a cztery razy w tygodniu.

Stanęłam na wadze 26 sierpnia, a tam…

66 kilogramów… :)

Moja waga, do której dążę, z którą przyleciałam  tutaj zaraz po maturze, to 60 kg. Jakbym schudła do 58 to też nie będę płakać ;) ale mój cel jest oddalony ode mnie o 6 kilogramów. Waga spada wolno, ale w ZDROWY sposób.

Jak się z tym wszystkim czuję?

CUDOWNIE. I nie mam na myśli tylko tego, że waga spada i mam 66, a nie 75. Samopoczucie, ilość energii, endorfiny, zapomniałam o bólach głowy, miesiączkę przechodzę o wiele lżej niż kiedyś, bywa tak, że bez słynnego PMS. Ubrania wyglądają na mnie lepiej, czuję się mniejsza, ludzie zaczynają zauważać spadek mojej wagi, a miłość do własnego ciała wzrosła stokrotnie! :)

 

Czemu Wam o tym wszystkim piszę teraz, a nie za kilka miesięcy, jak już osiągnę mój cel? Bo wtedy będzie łatwiej to wszystko powiedzieć, bo już będę przy mecie. I będę pracowała nad utrzymaniem wagi i tworzeniem mięśni. A teraz jestem jeszcze w trakcie procesu. I jeśli wśród Was jest ktoś, kto nie wie, jak zacząć albo czy da radę albo jest gdzieś pośrodku drogi, to przybywam Wam z pomocą.

Bo ja doskonale wiem, jak to jest być uzależnionym od słodyczy (czy czegokolwiek, co nie jest zdrowe).

Bo ja doskonale wiem, jak to jest podjadać i nie umieć powiedzieć sobie “nie”.

Bo ja doskonale wiem, jak ciężko jest zacząć i zmienić swoje życie, nawyki i znaleźć czas na ćwiczenia.

Ja WIEM i ROZUMIEM.

Ale po tych kilku miesiącach wzlotów i upadków, kiedy jeszcze przede mną ogrom pracy, mam już w sobie moc, żeby Wam powiedzieć, że się da! Bo jeśli ja, obżarciuch, łakomczuch, przepadziwiec, kochająca jeść, leniwa krowa… jeśli mi się udaje, to i Wam, Tobie i Tobie się UDA.

Muszę zaznaczyć też, że moją siłę i działanie zawdzięczam Rafałowi, który jak nikt inny potrafi mnie zmobilizować do ćwiczeń, wspiera każdego dnia i daje mi energię. To jest bardzo ważne, jeśli macie wsparcie w drugiej osobie. Nie musi być to Wasz partner, ale chociaż jedna osoba, która w Was wierzy, wspiera, ROZUMIE i być może razem z Wami kroczy podobną ścieżką.

 

Na dzisiaj już tyle :)

Jeśli też zaczynasz, jesteś w trakcie, masz załamki, zwątpienie, a może potrzebujesz kilka słów motywacji od kogoś takiego jak Ty, a nie od zdjęć metamorfoz, czy samych szczupłych trenerek, które z wagą nigdy problemu nie miały, to dobrze trafiłeś. Ja chętnie zmotywuję :)

NEVER GIVE UP :)

Bezimienna sałata

Odkąd wzięłam się za zdrowy styl życia, można na moim Instagramie zobaczyć zdjęcia różnych posiłków, które przygotowuję. Mój jadłospis nie jest jakoś specjalnie zrożnicowany, ale nie nudzę się tym, co jem. Jeszcze daję radę :)

Dziś mam dla Was przepiś na sałatę, którą katujemy z Rafałem od czerwca, średnio 2 razy w tygodniu, a może i częściej. Wzorowana jest ona na sałacie greckiej, ale trochę ją modyfikujemy po swojemu :)

Sałata jest przepyszna, zdrowa i na pewno od niej nie przytyjecie :)

Składniki:

  • sałata spring mix
  • pomidorki koktajlowe
  • świeży ogórek
  • oliwki (wedle uznania, my używamy tych… zielonych?)
  • czerwona cebula (kocham!)
  • ser feta

Sos:

  • 1 łyżka stołowa oleju lnianego
  • 1 łyżka stołowa octu White Modena Vinegar (nie jest to polski ocet i zupełnie nie wiem, jak będzie smakować ze zwykłym polskim octem)
  • pieprz
  • sól

Przygotowanie:

Na dno miski wrzucam sałatę, a na wierz kolejno składniki. Jeśli chodzi o ilość, to wedle uznania i ilości porcji. Ja zawsze robię na oko. Składników NIE MIESZAMY. Polewam sosem i gotowe! :)

 

 

Smacznego!